Kategoria: Filozofia


Ja, naukowiec?

Może to śmieszne, ale teraz, na piątym roku, odkryłem że do studiów można mieć nie stosunek, w najlepszym przypadku, ambiwalentny, ale bardzo bardzo pozytywny.

Dostałem  propozycję ciekawej pracy magisterskiej, temat jest skomplikowany i był w którymś poprzednim poście, ale tak na prawdę chodzi o zbudowanie sofwareu który będzie w stanie przewidywać (w krótkim okresie) poziomy zanieczyszczeń powietrza. Do przewidywania chcemy użyć sieci neuronowych (bo wiadomo że na świecie się tą metodę stosuje jako jedną z dwóch — a druga w Polsze nie będzie działać).

Jak się zastanawiam nad tym co chce robić dalej to coraz bardziej bawi mnie nauka, nie tylko dlatego bo ciekawa. Ale też bo pracuje się kiedy chce. Ja o 9 rano to mogę wstać, a nie wbiegać do firmy. Jestem hardkorową sową i nie chcę się zmieniać w skowronka.

Wcześniej jakoś nie bawił mnie pomysł kariery naukowej, ale bazowałem to na wrażeniach z Filozofii (‘No w habilitacji to pan coś dopisze od siebie, do doktoratu robimy prace na podstawie innych filozofów’), albo mniej fajnych magisterek na fizyce (‘Badanie właściwości mieszanin proszkowych wypiekanych/nie wypiekanych o składzie tutaj wpisać skład’).

Co do Filozofii to ja rozumiem że takie tematy są ‘bezpieczne’, ale tak kadry naukowej się nie wychowa. Właśnie na takim rozumieniu pracy Filozofa wyrasta estyma takiego Kołakowskiego którego eseje mają strukturę ‘Jedni uważają tak, inni inaczej’.

Co do Fizyki ja na prawdę rozumiem że mało jest rąk do pracy i ośrodków naukowych często nie stać na personel techniczny, ale znów — nie wychowa się sensownej kadry naukowej na tematach prac do których potrzeba sprawnego laboranta, a nie młodego naukowca. Bo ludzie z potencjałem na młodego naukowca, nie będą się bawić w temacie dla technika. A jak nie bedą się bawić przy pracy magisterskiej to nie pomyślą o doktoracie.

A i tak te dwa kierunki trzymają poziom. Filozofia wbrew temu co na nią kląłem jest na wysokim poziomie. Fizyka mimo wszystko też. Ale jak zdefiniować rozsądny temat pracy naukowej (praca magisterska, przy czym się upieram, powinna być pracą naukową) na Prawie, Administracji czy (o zgrozo) Turystyce?

Tutaj dochodzimy do silnego sporu! Ateiści nie uznają prostego empirycznego faktu: ludzie potrzebują religii — dowodem jest to że każda kultura ma jakąś religię, jakiś kult. Oczywiście są ludzie którzy jej nie potrzebują, w każdej cesze są gaussowskie ogony.

Oczywiście, ateiści potrafią to pojąć. A przynajmniej, potrafią zrozumieć tą potrzebę, a nawet zaproponować rozsądne, bazujące na teorii ewolucji wyjaśnienia powszechności postaw religijnych.

Używamy słowa rozumieć w dwóch pojęciach. Dla mnie w tym kontekście słowo rozumieć znaczy: ‘rozumiem i akceptuje że ludzie tak mają i potrzebują, mnie to może mniej dotyczy ale niech dotyczy innych’. U Ciebie brakuje tej akceptacji, religijność ludzi to taki nieprzyjemny fakt i najlepiej byłoby to wyrugować.

Tak samo ateiści nie czają że są ludzie którzy wyjdą lepiej nie będąc ateistami.

To też wątpliwe. Możliwe, że wielu ateistów tak ma. Możliwe, ze wielu uważa wręcz przeciwnie. Myślę jednak, iż duża grupa (nazwijmy ich “nowymi ateistami”) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu, który może i powstał naturalnie a nawet był kiedyś przydatny, lecz dzisiaj jet zupełnie zbędny. A “potrzeba religii” to raczej produkt socjalizacji przesyconej religijnymi wartościami, która wmawia ludziom religię jako źródło znaczenia i sensu w życiu.

Czyli mi zaprzeczasz czy się ze mną zgadzasz? Zaczynasz od ‘To też wątpliwe’ a potem piszesz ‘Myślę jednak, iż duża grupa (…) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu’ co potwierdza moją tezę że ‘nie czają że sporo osób lepiej czuje się z religią niż bez’.

Ale rozwinę moją myśl. Po pierwsze jeśli chodzi o moją socjalizację (i socjalizację 90% buddystów w Zachodnim świecie) to raczej myśmy nie byli poprzez wychowanie nakierowani na buddyzm. . . Ja osobiście miałem bardzo sceptyczny stosunek do religii, do tego stopnia że toczyłem przez cztery lata boje z moją wychowawczynią — mocherowym beretem o niechodzenie na zajęcia z religii. Więc nic mi nie wpojono. Do buddyzmu nikt mnie nie nagabywał. Do medytacji też mnie nie zmuszają :)

Nie określiłbym też mojej (świeżo nabytej) religijności jako coś zbędnego w moim życiu i mam wrażenie że jednak mnie to bardzo rozwija. Przy czym mówi to inżynier Fizyki Technicznej.

Z arguemtami historycznymi zasadniczo jest ten problem, że one działają w obie strony. Jeśli mam z pamięci wyliczyć reżimy z założenia ateistyczne, to też widzę całkiem sporo przykładów, w których robiły one całkiem sporo bezsensownych rzeczy. Wszystkie te marksistowsko–leninowskie pomioty. . . szkoda gadać!

Tak naprawdę, to stalinizm i inne wersje komunizmu jest jedynym rodzajem totalitaryzmu o oficjalnie ateistycznym charakterze. Okrutną ironią (okrutną dla zwolenników religijnego podejścia) jest quasi-religijny charakter tych totalitaryzmów, w których “Najwyżsi Przywódcy” prawie zawsze otoczeni są kultem podobnym (tożsamym?) z kultem przywódców religijnych.

Tylko że to zdanie dowodzi mojej tezy o tym że religia jest niezbywalną potrzebą większości ludzi. Po wyrugowaniu dotychczasowych religii z danego kraju powstała pustka która (ponieważ natura nie lubi próżni) zostałą wypełniona kultem Wodza. Po wykończeniu poprzednich religii nie powstało idealne ateistyczne państwo. . . a coś gorszego niż ta, dla Ciebie zła, religia.

Znów! Kwestia niepotrzebnej walki. W nauce cudowne jest to że nie ma znaczenia czy się w nią wierzy czy nie! Ona działa i tak! Wchodzenie w dyskusje to jest zachęcanie eksremistyczne frakcje do jeszcze silniejszych ataków na naukę.

To osobliwe traktowanie nauki jako wstępu do budowania samochodów i bomb – szerzej, źródła technologii wyłącznie. nauka to jednak także (powiedziałbym nawet, że przede wszystkim) wartość i wytwór kultury. Rodzaj działalności duchowej, która ma istotne znaczenia dla rozwoju i istnienia w świecie ludzi jako podmiotów doświadczenia. W momencie gdy degradujemy ją do zbioru informacji o tym jak zbudować pralkę robimy coś co porównać można do sprowadzenia całej literatury do harlekinów lub całej muzyki do disco polo.

A czym innym jest nauka, jeśli nie ‘zbiorem informacji jak zbudować pralkę’? Czy jest w niej coś głębszego? Może sen życia, może cel? Ja nie widzę. Jak potrafisz to wskaż. . . aczkolwiek myślę że gdyby coś takiego było to chyba bym się przez 5 lat studiowania Fizyki natknął.

Nauka sama nic nie mówi o Bogu, Oświeceniu, czy czymkolwiek innym i żadne jej twierdzenia owych twierdzeń nie obalą.

Bo ja współczesny ateizm widzę właśnie jako taką para-religię, na zasadzie: ‘zróbmy religię z tego że Boga nie ma’. A aktywnych ateistów traktuje właśnie jak misjonarzy jakiejś paranaukowej religii. Jestem absolutnie przekonany że gdyby Lama przyszedł na spotkanie Racjonalistów po czym naocznie wykazał im pustość formy wychodząc przez ścianę (zakładając że potrafi, jeszcze go tak nie sprawdziłem) to nie zachwiało by to ich poglądami.

Ja bardzo nie lubie misjonarzy. Czy to Jechowów, czy Jezuitów, czy misjonarzy pod apostołem Boga-Nie-Ma. Moi buddyści mnie najbardziej ujęli tym że oni w ogóle mnie nagabywali. Przychodze, słucham, medytuje. Przyszedłem tam sam, pod wpływem impulsu i zostałem.

– Panie! Pan jeździsz jak szaleniec!
– To chyba dobrze! Gdyby szaleńcy zachowywali się jak normalni ludzie, trudno byłoby Wam ich rozpoznać!

Zupełnie à propos: Za ZSRR funkcjonowało coś takiego jak ‘schizofrenia bezobjawowa’ na która chorowali stadnie opozycjoniści.

EDIT:

Opowiedziałem to Paulinie, potem wpadł Tata i najpierw nie zczaił historii a potem powiedział:

Tata: Skąd ty masz takie pomysły?
Paulina: Hmm. Na pewno zaczęło się od tego że jechał gdzieś jak wariat. . . a resztę wymyślił!

Ludzie mnie zdecydowanie za dobrze znają!

Z flustracji wywołanej krótką wizytą na racjonalista.pl. Z góry przepraszam :( za żółć.

Zostaliście ostrzeżeni.

Porównanie poglądów ateistów i fundamentalistów religijnych.

Ateiści Fundamentaliści
Nie dają prawa innym do posiadania innych poglądów religijnych. Ateizm jest jedyną i słuszną drogą.Nie są w stanie zrozumieć że inni ludzie mogą wierzyć w co innego i potrzebować innych przekonań. Nie dają prawa innym do posiadania innych poglądów religijnych. Ich religia jest jedyną i słuszną drogą.
Nie szanują innych poglądów. Nie szanują innych poglądów.
Bezzasadnie uznają że są uciskani w wolnych krajach. ^2 Bezzasadnie uznają że są uciskani w wolnych krajach.
Powołują się na mniej, lub bardziej wydumane, teorie spiskowe ^2 Powołują się na mniej, lub bardziej wydumane, teorie spiskowe
Narzucają się ze swoimi poglądami ludziom o ustalonych od dawna poglądach.
Robią to co prawda w lepszym stylu (Latający potwór spagetti, konta ‘czy wiesz że pójdziesz do piekła?’)
Narzucają się ze swoimi poglądami ludziom o ustalonych od dawna poglądach.
Robią wokół religii wiele zamieszania — składanie aktów apostazji itepe. Robią wokół religii wiele zamieszania — komunie itepe.
Naginają fakty do swoich poglądów ^1 Naginają fakty do swoich poglądów
W dyskusji niejednokrotnie orientują się wobec poglądów dominującej w danym państwie Religii. Cóż że im zaprzeczają. W dyskusji niejednokrotnie orientują się wobec poglądów dominującej w danym państwie Religii.
Uznają (a przynajmniej: powołują się na) poglądy nieuzasadnialne na gruncie racjonalizmu naukowego (np. prawa człowieka) ^3 Uznają poglądy nieuzasadnialne na gruncie racjonalizmu naukowego

1. Cytat z racjonalista.pl:

Ateiści i agnostycy tworzą lepsze społeczeństwa, gdyż jak wykazały badania socjologiczne prof. P. Zuckermana: „Wysoki poziom organicznego ateizmu (czyli ateizmu niebędącego skutkiem indoktrynacji państwowej – przyp.) jest silnie skorelowany z wysokim poziomem zdrowia społecznego, w szczególności z niskim poziomem zabójstw, niskim wskaźnikiem ubóstwa, niskim wskaźnikiem śmiertelności niemowląt oraz niskim wskaźnikiem analfabetyzmu; z drugiej strony jest skorelowany z osiągnięciem wysokiego poziomu edukacji, dochodów per capita, równości płci. Większość narodów charakteryzujących się wysokim stopniem indywidualnego i społecznego bezpieczeństwa ma najwyższe wskaźniki organicznego ateizmu; i z drugiej strony, narody z niskim stopniem bezpieczeństwa indywidualnego i społecznego mają najniższe wskaźniki organicznego ateizmu”

Kiedy ostatnio sprawdzałem to korelacja nie oznaczała przyczynowania, ale wiecie ;) mogło się zmienić

^2 racjonalista.pl

Czy spotkaliście się kiedyś ze świeckim patronem miasta? Czy Eugeniusz Kwiatkowski, twórca Gdyni, mógłby zostać jej patronem? Patroni miast to święci, nawiedzeni mistycy, biskupi lub zwykli księża. Procedura ustanowienia patronatu jest dwuetapowa. Zbiera się jakieś kółko różańcowe lub inny aktyw kościelny, który lobbuje na rzeczy uchwały Rady Miasta w formie prośby do biskupa o patronat. Biskup nie ma jednak kompetencji w tej sprawie, więc przekazuje ją wyżej – do Watykanu.

^3 W prawach człowieka zapisane są takie rzeczy jak:

  • “Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa.”  — raczej nie bardzo jest to do uzasadnienia, są społeczeństwa gdzie funkcjonują inne modele (a w każdym razie były, bywały).
  • “Każdy człowiek ma jako członek społeczeństwa prawo do ubezpieczeń społecznych;” — to już zupełnie z dupy jest!

Obraz:

Mówią tutaj, że “wszystkie drogi prowadzą do Misznory”. Rzeczywiście, jeżeli człowiek stanie plecami do Misznory i zacznie się od niego oddalać, nadal będzie na drodze do Misznory. Walcząc z wulgarnością nieuchronnie pogrążamy się w wulgarności. Trzeba pójść w inną stronę, trzeba znaleźć inny cel, wówczas można iść inną drogą.

Ursula K. Le Guin “Lewa ręka ciemności”

Ateiści są na drodze do Rzymu, tylko uparcie stoją do niego plecami. Bez względu na to czy składasz Akt apostazji, czy idziesz się Chrzcić jesteś na drodze do Kościoła. Nie ma znaczenia czy w piątek nie jesz mięsa, czy uparcie jesz krwisty befsztyk (nawet jeśli lekarz Ci tego zakazał) — orientujesz swe życie wokół zasad nałożonych przez Kościół. Po czym poznać nie–katolika? Po tym że zastanawia się dlaczego nagle zniknęły ze stołówki wszystkie dania mięsne — “Acha, jest piątek” pomyśli po chwili.

Ateista się nawrócił — cóż dziwnego — przecież i tak był blisko Kościoła. Nawrócić prawdziwie dzikiego — to jest wyzywanie! Wprowadzić zawiłości nauki. Ateista je zna, wszak coś musiał negować. Wojujący Ateisto przestań negować wszystkie poglądy kościoła, odrzuć je całkowicie i spójrz na świat własnymi oczyma. Znajdź własną drogę, a nie idź cudzą — wbrew prądowi! Prościej i łatwiej.

TO się znowu zdarzyło.

Ja: Znowu Ona.
Hania: ja
Ja: To nie buddyjskie.
Hania: ok, to juz mnie nie ma. korespondujesz z jasną, nieograniczoną przestrzenią
Ja: Hmm. Czy to znaczy że rozmawiam sam ze sobą?
Hania: zwracam uwagę, że “ty” nie rozmawiasz, a tym bardziej nie “sam ze sobą” – to skrajnie niebuddyjskie
Ja: Na poziomie ostatecznym przestrzeń rozmawia sama ze sobą?
Ja: Bez sensu.

Gdzie umarła umiejętność rozmawiania jak normalni ludzie?

Gdzie?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 215 other followers