Kategoria: Fizyka


Jaki cudownie produktywny dzień

Wygenerowałem 12o wykresów! Do tego jakieś 140kb cyferek do opublikowania!

Hmm dlaczego publika nie klaszcze? No dlaczego!

E tam może publika niezbyt ruchawa, ale zawsze!

Nie dać się zwariować

Przeczytałem artykuł wychwalający branie sobie niedzieli całkiem wolnej. I szczerze powiem że nie jestem przekonany że to dla mnie byłoby dobre. Po pierwsze dlatego robię doktorat żeby to co robie było spójne z tym co chce robić — robie naukę (Step away now I will do Science bitches!) bo to lubie. Mogę pluć, narzekać i ostro kląć, ale to jest to co lubie robić. Lubie chodzić na wykłady, gdzie dają mi zapakowaną w pudełko wiedzę. Więc w sumie skoro robie to co lubie i lubie to co robie to czemu raz w tygodniu robić co innego.

To jest jedna strona medalu. Druga jest taka że jednak uczestniczę w zbyt wielu rzeczach i po prosu zawsze mam coś do zrobienia na wczoraj (albo an jutro). Przyjąłem zatem następującą zasadę: rzeczy konstruktwne robie przeciętnie przez 8 — 10 godzin dziennie. Potem robie to co mam na to ochotę. Jeśli jakiegoś dnia miałem dwa wykłady a między nimi pogrzebałem przez 2 godziny w eksperymencie. To w domu pracuje już max 2 godzinki żeby wyrobić normę. Jak jest coś bardzo pilnego to posiedzę jeszcze dwie, a potem przerywam pracę, choćbym był dokładnie w połowie czegoś. Znaczy jeśli mam na to ochotę. Jeśli chce mam ochotę po programować dalej — robię to.

I wreszcie mogę sobie wieczorem w spokoju zdobyć odznakę pacyfisty w najnowszym Deus Ex. Codziennie wyprowadzam psa na spacer i takie tam.

Szczerze powiem że rząd Tuska ma przejebane, centralnie — jak nie tnie to dostaje po dupie że za mało cięć, jak tnie to ludzie się wkurzają się ze dostają mniej. . .

Jeśli chodzi o drugie studia to się zgadzam z Rządem, z tym że ja bym i pierwsze studia uciął.

Taki student równoległy wchodzi na rynek pracy mając pod 30, na emeryturę przechodzi w okolicach 65 lat i żyje 70. Czyli facet pracuje przez 35 lat i przez 30 lat jest w ten czy inny sposób na nie swoim utrzymaniu (co ważne: przez ten czas Państwo do niego dopłaca kilkastet/parę tyś złoty miesuęcznie). Z kobietami jeszcze gorzej — dla kobiet ten stosunek wynosi 40/30.

Jak polska gospodarka ma konkurować z jakąkolwiek inną gospodarką jeśli musi utrzymywać ludzi którzy przez większą część swego życia państwo kosztują?

Dlatego jestem zwolennikiem nie tylko cięcia studiów równoległych, ale też w ogóle cięcia studiów — Polska potrzebuje studiów elitarnych, a nie powszechnych dających niewiele więcej niż papierek (ale o tym innym razem).

Jestem też wielkim wrogiem stypendiów socjalnych i studenkich przywilejów (od opłaconego ZUSu po zniżki na pociągi). Uważam że takie rozwiązania powodują fenomen studentów widm — ludzi którzy studiują dla tych przywilejów i tylko dlatego że rok zaliczyć (albo i nie zaliczyć, ale go powtarzać) łatwo. Bo takie widmo kosztuje Polskę kosztuje, pal licho jeśli ktoś olewa ćwiczenia na jakiejś Filozofii, ale na Fizyce czasem mamy laboratoria czasem dla tych laboratoriów dla grupy czterech studentów uruchamiają medyczny akcelerator i to cholera jest różnica czy Polibuda płaci za pięć grup czy za sześć. A co zrobić z biednymi studentami którzy chcą się uczyć — kosztem stypendiów socjalnych podbudował bym stypendia naukowe, tak żeby te 400zł dostawała połowa studentów na roku, a ci najlepsi mogli się ze stypendium w Warszawie utrzymać.

Z drugiej strony dla Nauki polskiej mogą przydawać się ludzie którzy mają wiedzę z kilku dziedzin (przy czym studia równoległe są tylko jedną z metod uzyskiwania takiej wiedzy) i polska elita przyszłych naukowców powinna mieć taką możliwość, ale znów — elita naukowa generalnie jest w stanie dostać stypendium więc na drugie studia szanse ma.

Przy czym zaznaczam że posta tego pisze były student równoległy.

Znam dobrze pęd tego projektu

Mam skończyć projekt do końca grudnia

— To może zdefiniujemy koniec Grudnia, bo tam są święta sylwester, etc
— Hmm, racja. Piętnasty pasuje?

Zenfizyka

Na naszym wydziale postawiono na najnowsze metody nauczania. Jeden z prowadzących postawił na naukę koanami ZEN.

Mistrz: Czemu korpus reaktora jądrowego można spawać wzdłuż obwodu, natomiast spawy poprzeczne są zakazane?
Uczniowie: [patrzą na Mistrza z uwielbieniem, czekając na dalszą część wykładu]
Mistrz: A czemu parówka w wodzie zawsze pęka wzdłuż a nie wszerz.

Ja, naukowiec?

Może to śmieszne, ale teraz, na piątym roku, odkryłem że do studiów można mieć nie stosunek, w najlepszym przypadku, ambiwalentny, ale bardzo bardzo pozytywny.

Dostałem  propozycję ciekawej pracy magisterskiej, temat jest skomplikowany i był w którymś poprzednim poście, ale tak na prawdę chodzi o zbudowanie sofwareu który będzie w stanie przewidywać (w krótkim okresie) poziomy zanieczyszczeń powietrza. Do przewidywania chcemy użyć sieci neuronowych (bo wiadomo że na świecie się tą metodę stosuje jako jedną z dwóch — a druga w Polsze nie będzie działać).

Jak się zastanawiam nad tym co chce robić dalej to coraz bardziej bawi mnie nauka, nie tylko dlatego bo ciekawa. Ale też bo pracuje się kiedy chce. Ja o 9 rano to mogę wstać, a nie wbiegać do firmy. Jestem hardkorową sową i nie chcę się zmieniać w skowronka.

Wcześniej jakoś nie bawił mnie pomysł kariery naukowej, ale bazowałem to na wrażeniach z Filozofii (‘No w habilitacji to pan coś dopisze od siebie, do doktoratu robimy prace na podstawie innych filozofów’), albo mniej fajnych magisterek na fizyce (‘Badanie właściwości mieszanin proszkowych wypiekanych/nie wypiekanych o składzie tutaj wpisać skład’).

Co do Filozofii to ja rozumiem że takie tematy są ‘bezpieczne’, ale tak kadry naukowej się nie wychowa. Właśnie na takim rozumieniu pracy Filozofa wyrasta estyma takiego Kołakowskiego którego eseje mają strukturę ‘Jedni uważają tak, inni inaczej’.

Co do Fizyki ja na prawdę rozumiem że mało jest rąk do pracy i ośrodków naukowych często nie stać na personel techniczny, ale znów — nie wychowa się sensownej kadry naukowej na tematach prac do których potrzeba sprawnego laboranta, a nie młodego naukowca. Bo ludzie z potencjałem na młodego naukowca, nie będą się bawić w temacie dla technika. A jak nie bedą się bawić przy pracy magisterskiej to nie pomyślą o doktoracie.

A i tak te dwa kierunki trzymają poziom. Filozofia wbrew temu co na nią kląłem jest na wysokim poziomie. Fizyka mimo wszystko też. Ale jak zdefiniować rozsądny temat pracy naukowej (praca magisterska, przy czym się upieram, powinna być pracą naukową) na Prawie, Administracji czy (o zgrozo) Turystyce?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 215 other followers