Kategoria: Życie


Nie tao

Pewnego razu książę poszedł na ryby. Do olbrzymiej wędki przywiązał 50 krów i zarzucił ją w oceanie. Po kilku dniach złapała się olbrzymia ryba i całe królestwo najadło się do syta.
Ale ci, którzy łowili w stawach małe rybki, nie wierzyli w to wcale.

http://www.joga-blog.pl/2012/01/tao/

Mała wiedza nie ogarnie Tao.

Aczkolwiek wielkie projekty też nie są Tao.

Aczkolwiek

Koleje mazowieckie

O ile podróże PKP napełniają mnie najgorszymi przeczuciami co do przyszłej siły Rzeczypospolitej czy wręcz jej ciągłości, o tyle nieodmiennie otuchą napawa mnie cudowna reakcja pasażerów na wszelkie problemy napotkane w czasie podrózy.

Dzisiejszy powrót na skali hardkoru od 1 do 10 jest gdzieś pomiędzy 7 a 8. Zaczęło się od tego, że drzwi w pociągu nie otworzyły się, a raczej otworzyły się w liczbie jedna para drzwi na skład. Nastepnie pociąg stał dobre dziesięć minut na stacji warszawa śródmieście. Do tego niedaleko mnie usiadł pan który bardzo dobitnym głosem wyrażał swoje poglądy na temat:

  • Studenci studiów medycznych i politechniki są coś warci, reszta to chłam.
  • Wszystcy tutaj są studentami jakichś socjologii i będą potem jeździć za granicę myć gary.
  • Wszystcy tutaj to chłam.
  • W ogóle to studenci to chłam. Kiedyś były zawodówki i technika i to było coś.
  • W ogóle to wina Tuska
  • A jeden rektor uczelni (Żyd) który raz w tygodniu bywa w warszawie to zarabia strasznie dużo.

Jak również dowiedziałem się że jest człowiekiem pracującycm z Żyrardowa. Ten pan zresztą jest chyba pasażerem którego poznałem najlepiej w całej mojej historii dojazdów Kolejami Mazowieckimi. Oj choć nie. Jeszcze kiedyś taka jedna pani opowiedziała przez telefon donośnym głosem swoją rodzinną historię (historia nie powiem ciekawa była) więc to jej przyznam zaszczytne pierwsze miejsce.

Reakcja współpasażerów napełniła mnie jednak otuchą. Po pierwsze — przez bite dwadzieścia minut (między stacją Warszawa Śródmieście a Warszawa Zachodnia) nikt na pana nie reagował. A gdy zaczęto reagować nikt panu nie dał w mordę (szczerze powiem że i ja miałem ochotę wyprowadzić pana w pociągu, ale poległem z prostego powodu — mianowicie takiego że do wyprowadzenia pana w sposób pokojowy muszę mieć pod ręką działające drzwi).

Jeszcze większą otuchą napełniła mnie stoicka postawa pewnej współpasażerki która relacjonując:

— Nie wiem kiedy będę, pociąg stoi na stacji i się nie rusza. Do tego koło mnie stoi pan który ciągle gada, ludzie chcą go uciszyć, ale im się nie uda. Ja już z tym panem kiedyś jechałam. Nic z tego jedź już do domu.

Czy anonimowego współpasażera;

— Tak to wszystko wina Tuska, Komorowskiego i Kaczyńskiego, że się nam w pociągu drzwi nie otwierają! Złóżmy petycję! Potrzebujemy 100.000 podpisów! Kto podpisuje ze mną!
— Ja! — odezwał się ktoś inny.
(gaśnie światło)
— Gaśnie światło, to też wina Tuska! Załóżmy kolejną petycję.

PS.

Choć muszę przyznać że mój zachwyt nad zachowaniem Współpasażerki mógł wynikać z tego iż dawno Hanny nie widziałem. Co stanowi istotne zagrożenie dla mojej kariery naukowej jeśli odwiedziny Hanny (i u Hanny) nie osiągną krtytcznego poziomu ponieważ:

* Będę prowadził zajęcia ze student(k)ami
* Jak powiedziała Paulina — na Fizyce są nawet ładne laski (a i ja przynajmniej ze dwie wypatrzyłem).

Nic nie jest za darmo

Uwielbiam serwisy polecające różne rzeczy które mogą mi się podobać. Na przykład Last.fm — to internetowa stacja radiowa która za pomocą wyrafinowanych (albo prostych — całkiem nieźle działają) algorytmów proponuje mi muzykę która mi się spodoba.

Gdyby nie last.fm nie znałbym takich cudów jak:

Naprawdę sporo tego jest. Jednak ceną za to poszerzenie moich horyzontów muzycznych jest taka że nie znam swojego gustu — najsensowniejszą odpowiedzią na pytanie: “Jaką muzykę lubisz” jest chyba: “Taką jaką streamuje mi last.fm”. I zastanawiam się czy było warto — z jednej strony część z tej muzyki poznałbym i tak, ale część byłaby absolutnie poza moim zasięgiem.

W ramach walki z nałogiem postanowiłem zdobywać (drogą kupna bądź nie) albumy moich ulubionych utworów, a jak Hani nie ma to co jakiś czas robię sobie dzień Kaczmarskiego (jak jest to gorzej bo mówi ona że ma przez to depresję;)).

Jaki cudownie produktywny dzień

Wygenerowałem 12o wykresów! Do tego jakieś 140kb cyferek do opublikowania!

Hmm dlaczego publika nie klaszcze? No dlaczego!

E tam może publika niezbyt ruchawa, ale zawsze!

Okazuje się że jakiś pies zagryzł w Milanówku właścicielkę, albo dziecko (wersje się różnią). Ponoć był to ‘łagodny ułożony pies’ i zagryzienie właścicielki (albo dziecka) było ‘całkowitym zaskoczeniem’.

Ja nie wierzę w psy nagle zagryzające właścicieli. Psy są proste, psy są przewidywalne. Mój komputer częściej mnie zaskakuje niż mój pies.

Mem ‘dobrego psa który zagryzł bez powodu dziecko” można wyjaśnić łatwo — któż powie: ‘ No tak azor to była bestia wcielona spodziewaliśmy się że kogoś zagryzie a mimo to nic nie robiliśmy’. Mało kto ma tyle jaj, więc mówi się: ‘To było zupełne zaskoczenie, zupełne’.

Starsza Pani: Że też nie boi się tak Pan z tym psem. . .
JB: Dlaczego?
SP: Nie dalej jak wczoraj pies zagryzł dziecko
JB: Ale to nie ten pies był. . .
SP: Ale pies. . .
JB: Ludzie też zabiją dzieci jednak, jednak nie boję zostawić się dziecka pod opieką człowieka

Oczywiście na takim mrozie z psem chodzę bez smyczy. Bo ze smyczą to i o wywrotkę łatwo (moją i psa) i łapki marzną. . .

F*$k the nerds!

Byłem w Croop Townie kupić bluzę. Miałem w ręku niebieska piękność, gdy zobaczyłem na ścianie plakat z napisaem ‘F&$k the nerds!’.

“Nie! Nie mogę kupować w sklepie w którym są takie rzeczy powypisywane, ja się z tą grupą identyfikuję!”. Spojrzałem na bluzę “Pewnie przez pomyłkę zawiesili to w części dla facetów, bo to w ‘Women Zone’ powinno wisieć”.

Pokrzepiony celnością swego rozumowania udałem się do kasy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 215 other followers