Jechałem dziś jak wariat ze stacji do domu na skuterku (bez kasku, bo nie chce mi się go w Warszawie mieć przy sobie). Na ostatnim odcinku (kto jechał ten wie!) na gruntowej drodze z wielkimi dziurami (acz nie na tyle dużymi żeby mi zablokować przednie koło
).
Zobaczyła mnie starsza pani, uśmiechnęła się od ucha do ucha i zrobiła gest jakby mi wiwatowała
Uwielbiam spotykać szaleńców takich jak ja!
