Kategoria: wspominki


F*$k the nerds!

Byłem w Croop Townie kupić bluzę. Miałem w ręku niebieska piękność, gdy zobaczyłem na ścianie plakat z napisaem ‘F&$k the nerds!’.

“Nie! Nie mogę kupować w sklepie w którym są takie rzeczy powypisywane, ja się z tą grupą identyfikuję!”. Spojrzałem na bluzę “Pewnie przez pomyłkę zawiesili to w części dla facetów, bo to w ‘Women Zone’ powinno wisieć”.

Pokrzepiony celnością swego rozumowania udałem się do kasy

To się rozumiemy

Kasia: Jakie masz plany na sylwestra.
Ja: Bunkrujemy się w pokoju z Hanią. A ty?
Kasia: Ja bunkruje się w pokoju z Michałem.

Checz na swoim fejsie napisała ze się starzeje. O tak:

wiecie, że rok 1990 był 20 lat temu? a ja oglądam dzikość serca i myślę, że pradawność, potem konstatuję – a nie, nie – wszak to niedawno, w trzecim akcie zorientowałam się, że 2010 – 1990 = 20. JEJKU!

Dla mnie takie pierwsze przeżycie było jak sobie uświadomiłem że pamiętam daty urodzin moich harcerzy. Znaczy widzę że się taki urodził w 1993 roku i ja już ten rok pamiętam. . . wpisywało się wtedy zawsze w zeszycie ‘Lekcja 12 12.09.1993′. Łaaa.

Robiłem dziś porządki, takie grubsze. Na strych idzie 8 kartonów ksiązek. Cześć takich do wywalenia, część po prostu w kategorii ‘kiedyś się przydadzą’ — od wydanie misia Paddingtona. Zawsze mnie to rusza. Ksiązka w ręce odpala serię wspomnień.

  • Cykl S-F Sten, było tego z jakieś 8 książek. . . czytałem je z reguły zaraz po tym jak kupił mi je Tata we wówczas magiczej i jedynej dobrze zaopatrzonej księgarni (tak to były jeszcze czasy przed empikiem) razem z również wówczas magicznymi orzeszkami ziemnymi w cieście kokosowym.
  • Czy magiczna seria Stachury w którym zaczytywałem się pod koniec Liceum i która bardzo kojarzy mi się z moim przyrzeczeniem (bo przecież na obozie na którym dali mi Krzyż czytałem głównie Stachurę z tej serii).
  • Czy Platony którymi szkokowałem na obozie rok później (ludzie do dziś mi wypominają).
  • Czy Norwegian Wood Murakamiego, które czytałem w masakrycznym dole i które mi strasznie zryło wtedy psychike. . . książka w której do dziś jest piasek z plaż których wcale nie odwiedziłem.

Strasznie mnie naszło że jednak się chyba rozwinąłem od tamtych czasów, że od czasów Stena to normalne (wszak czytałem go w podstawówce), ale nawet między sobą z czasów Norwegian Wood a sobą dziś widzę różnicę. Jest lepiej.

W dziekanacie:

Ja: Dzień dobry. Czy może moja deklaracja wyboru pracy magisterskiej jest już podpisana?
Pani Basia <rozkłada ręce>: Nie. Pan dziekan mówi że jest na chorobowym, więc nic nie podpisuje.
Ja: Acha. Dziękuje.

Historia jest taka.

Robię taki jeden projekt (dynamiczną stronę internetową)  i w ramach niego napiszałem funkcjonalość wysyłania emaili z zaproszeniami do obejrzenia strony.

Jak zaczęło działać natychmiast wysłałem szefowi z systemu mejla od “Zajebistego Jacka który właśnie uruchomił wysyłąnie mejli na produkcji”. 30 sekund później dodałem zadanie na naszym bugtrackerze: “Sprawdzić czy klient nic chce filtrowania brzydkich słów”.

No więc teraz wklepuje brzydkie słowa w program na czarną listę (działa to inteligentniej niż czarna lista;)).

Określenia ‘pałoszu’ nie znałem . . .

Ł: Ja w ogóle nie lubie takich ludzi co mają podejście: to muszę zaliczyć, to muszę zaliczyć, to muszę zaliczyć! Ja nie muszę! Ja wole inne rzeczy robić!
Ja: :> Na przykład co?
Ł: Poleżeć sobie. . . winko wypić!

W nawiązaniu do.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 215 other followers