Kategoria: związki


To się rozumiemy

Kasia: Jakie masz plany na sylwestra.
Ja: Bunkrujemy się w pokoju z Hanią. A ty?
Kasia: Ja bunkruje się w pokoju z Michałem.

Akcelerator

W wannie:

On myje jej plecy. W pewnym momencie wypisuje jej palcem na plecach: “Kocham Cię”. Po chwili serduszko.

Ona: O narysowałeś serduszko! A wsześniej napisałeś: “Akcelerator”
On: Eeeee. To było: “Kocham Cię”.

Chwilę później on pisze jej na plecach akcelerator.

Ona: Napisałeś: “Głupia cipo???”

Q: A co źle ci ze mną?

Przechadzając się po remontowanym gmachu głównym konstatuje fakt: ekipa odnawiająca gmach składa się w połowie z lasek, z czego większość ładnych. . . idąc pod rusztowaniami stwierdzam że kobiety w pomazanych gipsem dresach, umorusane pyłem i pracowicie szlifujące piękne zdobienia Gmachu Głównego PW są . . . seksowne. Bardzo.

A może to jednak syndrom odstawienia? Pewno studentki/świeże absolwentki renowacji zabytków, czy czegoś podobnego.  Choć w sumie to taka kobieta to skarb — i dom pomaluje i odkurzacz złoży ;) . . . nawet poszedłbym i rwał (zapoznawszy się wcześniej z historią gmachu by znaleźć wspólną płaszczyznę podrywu). . . ale w sumie po co. . .

Zresztą: Kiedy byłem u Lubej podczas mej kąpieli zatkał się odpływ wanny. Poprosiłem lubą by podała mi przepychacz (taki jak na tej stronie), ta zamiast podać mi przepychacz — odetkała zator. . . (‘Bo ja takie rzeczy lubie’). Cóż przynajmniej u mnie udaje niezaradną i każe np. podłączyć jej odkurzacz do gniazdka w kuchni.

Checz na swoim fejsie napisała ze się starzeje. O tak:

wiecie, że rok 1990 był 20 lat temu? a ja oglądam dzikość serca i myślę, że pradawność, potem konstatuję – a nie, nie – wszak to niedawno, w trzecim akcie zorientowałam się, że 2010 – 1990 = 20. JEJKU!

Dla mnie takie pierwsze przeżycie było jak sobie uświadomiłem że pamiętam daty urodzin moich harcerzy. Znaczy widzę że się taki urodził w 1993 roku i ja już ten rok pamiętam. . . wpisywało się wtedy zawsze w zeszycie ‘Lekcja 12 12.09.1993′. Łaaa.

Robiłem dziś porządki, takie grubsze. Na strych idzie 8 kartonów ksiązek. Cześć takich do wywalenia, część po prostu w kategorii ‘kiedyś się przydadzą’ — od wydanie misia Paddingtona. Zawsze mnie to rusza. Ksiązka w ręce odpala serię wspomnień.

  • Cykl S-F Sten, było tego z jakieś 8 książek. . . czytałem je z reguły zaraz po tym jak kupił mi je Tata we wówczas magiczej i jedynej dobrze zaopatrzonej księgarni (tak to były jeszcze czasy przed empikiem) razem z również wówczas magicznymi orzeszkami ziemnymi w cieście kokosowym.
  • Czy magiczna seria Stachury w którym zaczytywałem się pod koniec Liceum i która bardzo kojarzy mi się z moim przyrzeczeniem (bo przecież na obozie na którym dali mi Krzyż czytałem głównie Stachurę z tej serii).
  • Czy Platony którymi szkokowałem na obozie rok później (ludzie do dziś mi wypominają).
  • Czy Norwegian Wood Murakamiego, które czytałem w masakrycznym dole i które mi strasznie zryło wtedy psychike. . . książka w której do dziś jest piasek z plaż których wcale nie odwiedziłem.

Strasznie mnie naszło że jednak się chyba rozwinąłem od tamtych czasów, że od czasów Stena to normalne (wszak czytałem go w podstawówce), ale nawet między sobą z czasów Norwegian Wood a sobą dziś widzę różnicę. Jest lepiej.

Darek starał się mnie dyskretnie wypytać o to czy jestem z Hanią.

Darek: Zapytaj jacka o drzewko, jak ram rośnie.
Mikus: Ja nie wiem o co chodzi.
Ja: Jeśli chcesz owijać w bawełnę i walić po krzakach to ja jestem w tym dobry. . . ale jak zadasz proste pytanie dostaniesz prosta odpowiedź.
Darek: Internet mi nie działa.

Historia pewnej znajomości

Hania jest podharcmistrzynią (śmieje się strasznie jak to się  zarzekałem że nie chce ani Harcerki ani związku na odległość).  Generalnie zobaczyliśmy się raz na spotkaniu Wydziału Nowych Technologii  ZHP. Parę parę razy zagadaliśmy do siebie na Gtalka w sprawach służbowych po czym gadaliśmy dwie, trzy godziny. Potem przesiedliśmy się na skajpa. Potem rozmawialiśmy na skajpie dzień w dzień do drugiej rano, po czym na dzień przed jej wyjazdem na obóz stwierdziłem że chcę z nią być.

Potem było szybko. Tempo błyskawiczne i zaskakujące dla obu stron. My się zastanawiamy co i jak i próbujemy się odnaleźć, a Najlepsza Przyjaciółka Hani planuje nam ślub. (będzie sypanie płatków tulipanów, sypać będzie Hania jr. córka Najlepszej która właśnie jest w tzw. drodze, ślub będzie w czerwcu — bo czerwiec ma ‘r’ w środku i jest na wiosnę czyli będą tanie tulipany).

Hania: Ale on jest buddystą. . .
Ula: Nie szkodzi. . . mieszane obrządki są piękne.

Druga przyjaciółka już kombinuje na zasadzie: ‘Skoro we Wrocławiu jest ośrodek buddyjski . . . i google . . .”.

No i jestem permanentnie zaskoczony cenami 500km od warszawy ;)

Więc dobrze jest. Dziwnie dynamicznie, ale dobrze.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 215 other followers