Darek starał się mnie dyskretnie wypytać o to czy jestem z Hanią.

Darek: Zapytaj jacka o drzewko, jak ram rośnie.
Mikus: Ja nie wiem o co chodzi.
Ja: Jeśli chcesz owijać w bawełnę i walić po krzakach to ja jestem w tym dobry. . . ale jak zadasz proste pytanie dostaniesz prosta odpowiedź.
Darek: Internet mi nie działa.

Reklamy

Miłość na obozie harcerskim cz. 1

Skoro wyznałem jej że chcę z nią być na dzień przed jej wyjazdem na obóz to logicznie — pojechałem do niej na ów obóz.

W dniu przyjazdu dzieciaki miały zorganizowaną dyskotekę ze zgrupowania, no i Hania miała wolne. Poszliśmy na plażę, co tu dużo mówić po przełamaniu pierwszej dziwności tego że widzimy się face to face, natychmiast legliśmy spleceni bardzo bardzo dokładnie. Wtedy zadzwonił jej Tata. . . Nie odebrała. Potem przyjaciółka i przyjaciel. Wzdech. Ja swoją komórkę profilaktycznie (bo mogłem) zostawiłem w namiocie.

Namiot to kolejna kwestia. . . otóż komendant obozu jest raczej bardzo na NIE w kwestiach romansów między kadrą. Więc przed wyjazdem kupiłem sobie namiot i choć nie spałem w nim ani razu to było to najlepiej zainwestowane 500zł w moim życiu.Musiałem tylko pilnować żeby go na noc zapinać 😉 A jak mnie pytano czy jest wygodny odpowiadałem że owszem wprost wspaniały.

Po owym wieczorze na plaży szybko podjęliśmy decyzję że śpimy u niej.

Intermezzo: Hania: U nas jest taka tradycja że programowiec ma oddzielny namiot, mówimy że śpi ze swoim programem. Ja: To ja może sobie kupię koszulkę z napisem ‚program’.

Więc kiedy już człowiek położy natrętnych Harcerzy spać, na wieczornej radzie obozowej podejmie trudne decyzje i wbije się ze swoją Lubą do namiotu pozostaje pytanie co dalej? Mając na uwadze że:

  • W każdej chwili do namiotu może wpaść rozespane dziecko.
  • Namioty nie są jakąś wybitną barierą w rozchodzeniu się dźwięków.

Spanie przytulonym też było dość trudne, bo jednak do tego trzeba się przyzwyczajać i zgrać a myśmy nie mięli kompatybilnych śpiworków.

Ciąg dalszy nastąpi . . .

Historia pewnej znajomości

Hania jest podharcmistrzynią (śmieje się strasznie jak to się  zarzekałem że nie chce ani Harcerki ani związku na odległość).  Generalnie zobaczyliśmy się raz na spotkaniu Wydziału Nowych Technologii  ZHP. Parę parę razy zagadaliśmy do siebie na Gtalka w sprawach służbowych po czym gadaliśmy dwie, trzy godziny. Potem przesiedliśmy się na skajpa. Potem rozmawialiśmy na skajpie dzień w dzień do drugiej rano, po czym na dzień przed jej wyjazdem na obóz stwierdziłem że chcę z nią być.

Potem było szybko. Tempo błyskawiczne i zaskakujące dla obu stron. My się zastanawiamy co i jak i próbujemy się odnaleźć, a Najlepsza Przyjaciółka Hani planuje nam ślub. (będzie sypanie płatków tulipanów, sypać będzie Hania jr. córka Najlepszej która właśnie jest w tzw. drodze, ślub będzie w czerwcu — bo czerwiec ma ‚r’ w środku i jest na wiosnę czyli będą tanie tulipany).

Hania: Ale on jest buddystą. . .
Ula: Nie szkodzi. . . mieszane obrządki są piękne.

Druga przyjaciółka już kombinuje na zasadzie: ‚Skoro we Wrocławiu jest ośrodek buddyjski . . . i google . . .”.

No i jestem permanentnie zaskoczony cenami 500km od warszawy 😉

Więc dobrze jest. Dziwnie dynamicznie, ale dobrze.

Moja koffana mhoczna dziewczynka

No tak stało się — Jacek się zakochał. Moja wybranka nie jest mhoczna ani nie jest małą dziewczynką (dałem taki tytuł tylko dlatego że siedzi obok mnie i jak to zobaczy go to prawdopodobnie rzuci się na mnie, spadniemy razem na ziemię i . . .   hmm no dalej to się domyślacie).

Moja wybranka jest (przynajmniej według kategorii Luki kobietą idealną — to znaczy na razie sprawdziłem dwa z trzech kryteriów — to o które chodzi zostawiam domyślności Czytelnika) kobietą idealną.

Wszystkich którzy woleliby dowiedzieć się o tym fakcie osobiście a nie z bloga, przepraszam bardzo, ale z powodu wyżej wymienionego faktu jestem w rozjazdach 🙂

To tyle na razie. Tak na prawdę mam jeszcze sporo tekstu, ale pomyślałem że zacznę dawkować Wam napięcie, dalsze fragmenty od jutra. Stay tuned.

Buziak 🙂

A ja to niby co?

Darek jest bardzo zajęty projektem.

Ja: Hej!
Darek: nie denerwuj chyba ze masz cos dobrego dla mnie
Ja: Może zrób najpierw te combo boy 🙂
Bo się podepne i będziemy wiedzieć że działa?
OK?
Coś dobreg?
Lubie Cie 🙂
Darek: lol
ja Ciebie Jacku też
ale tak platonicznie

Z tej samej serii:

Wpada bardzo zestresowany Paweł do Labu.

Ja: Jej. . . chcesz coś do picia? Meliski? Przytulić? Eee po twojej reakcji widzę że masz problemy z byciem przytulanym przez facetów.
Łukasz <obserwujący scenę z boku>: Z twojego pytania wnioskuje że ty nie masz takich problemów. . .

O ateiźmie dalej

Tutaj dochodzimy do silnego sporu! Ateiści nie uznają prostego empirycznego faktu: ludzie potrzebują religii — dowodem jest to że każda kultura ma jakąś religię, jakiś kult. Oczywiście są ludzie którzy jej nie potrzebują, w każdej cesze są gaussowskie ogony.

Oczywiście, ateiści potrafią to pojąć. A przynajmniej, potrafią zrozumieć tą potrzebę, a nawet zaproponować rozsądne, bazujące na teorii ewolucji wyjaśnienia powszechności postaw religijnych.

Używamy słowa rozumieć w dwóch pojęciach. Dla mnie w tym kontekście słowo rozumieć znaczy: ‚rozumiem i akceptuje że ludzie tak mają i potrzebują, mnie to może mniej dotyczy ale niech dotyczy innych’. U Ciebie brakuje tej akceptacji, religijność ludzi to taki nieprzyjemny fakt i najlepiej byłoby to wyrugować.

Tak samo ateiści nie czają że są ludzie którzy wyjdą lepiej nie będąc ateistami.

To też wątpliwe. Możliwe, że wielu ateistów tak ma. Możliwe, ze wielu uważa wręcz przeciwnie. Myślę jednak, iż duża grupa (nazwijmy ich „nowymi ateistami”) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu, który może i powstał naturalnie a nawet był kiedyś przydatny, lecz dzisiaj jet zupełnie zbędny. A „potrzeba religii” to raczej produkt socjalizacji przesyconej religijnymi wartościami, która wmawia ludziom religię jako źródło znaczenia i sensu w życiu.

Czyli mi zaprzeczasz czy się ze mną zgadzasz? Zaczynasz od ‚To też wątpliwe’ a potem piszesz ‚Myślę jednak, iż duża grupa (…) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu’ co potwierdza moją tezę że ‚nie czają że sporo osób lepiej czuje się z religią niż bez’.

Ale rozwinę moją myśl. Po pierwsze jeśli chodzi o moją socjalizację (i socjalizację 90% buddystów w Zachodnim świecie) to raczej myśmy nie byli poprzez wychowanie nakierowani na buddyzm. . . Ja osobiście miałem bardzo sceptyczny stosunek do religii, do tego stopnia że toczyłem przez cztery lata boje z moją wychowawczynią — mocherowym beretem o niechodzenie na zajęcia z religii. Więc nic mi nie wpojono. Do buddyzmu nikt mnie nie nagabywał. Do medytacji też mnie nie zmuszają 🙂

Nie określiłbym też mojej (świeżo nabytej) religijności jako coś zbędnego w moim życiu i mam wrażenie że jednak mnie to bardzo rozwija. Przy czym mówi to inżynier Fizyki Technicznej.

Z arguemtami historycznymi zasadniczo jest ten problem, że one działają w obie strony. Jeśli mam z pamięci wyliczyć reżimy z założenia ateistyczne, to też widzę całkiem sporo przykładów, w których robiły one całkiem sporo bezsensownych rzeczy. Wszystkie te marksistowsko–leninowskie pomioty. . . szkoda gadać!

Tak naprawdę, to stalinizm i inne wersje komunizmu jest jedynym rodzajem totalitaryzmu o oficjalnie ateistycznym charakterze. Okrutną ironią (okrutną dla zwolenników religijnego podejścia) jest quasi-religijny charakter tych totalitaryzmów, w których „Najwyżsi Przywódcy” prawie zawsze otoczeni są kultem podobnym (tożsamym?) z kultem przywódców religijnych.

Tylko że to zdanie dowodzi mojej tezy o tym że religia jest niezbywalną potrzebą większości ludzi. Po wyrugowaniu dotychczasowych religii z danego kraju powstała pustka która (ponieważ natura nie lubi próżni) zostałą wypełniona kultem Wodza. Po wykończeniu poprzednich religii nie powstało idealne ateistyczne państwo. . . a coś gorszego niż ta, dla Ciebie zła, religia.

Znów! Kwestia niepotrzebnej walki. W nauce cudowne jest to że nie ma znaczenia czy się w nią wierzy czy nie! Ona działa i tak! Wchodzenie w dyskusje to jest zachęcanie eksremistyczne frakcje do jeszcze silniejszych ataków na naukę.

To osobliwe traktowanie nauki jako wstępu do budowania samochodów i bomb – szerzej, źródła technologii wyłącznie. nauka to jednak także (powiedziałbym nawet, że przede wszystkim) wartość i wytwór kultury. Rodzaj działalności duchowej, która ma istotne znaczenia dla rozwoju i istnienia w świecie ludzi jako podmiotów doświadczenia. W momencie gdy degradujemy ją do zbioru informacji o tym jak zbudować pralkę robimy coś co porównać można do sprowadzenia całej literatury do harlekinów lub całej muzyki do disco polo.

A czym innym jest nauka, jeśli nie ‚zbiorem informacji jak zbudować pralkę’? Czy jest w niej coś głębszego? Może sen życia, może cel? Ja nie widzę. Jak potrafisz to wskaż. . . aczkolwiek myślę że gdyby coś takiego było to chyba bym się przez 5 lat studiowania Fizyki natknął.

Nauka sama nic nie mówi o Bogu, Oświeceniu, czy czymkolwiek innym i żadne jej twierdzenia owych twierdzeń nie obalą.

Bo ja współczesny ateizm widzę właśnie jako taką para-religię, na zasadzie: ‚zróbmy religię z tego że Boga nie ma’. A aktywnych ateistów traktuje właśnie jak misjonarzy jakiejś paranaukowej religii. Jestem absolutnie przekonany że gdyby Lama przyszedł na spotkanie Racjonalistów po czym naocznie wykazał im pustość formy wychodząc przez ścianę (zakładając że potrafi, jeszcze go tak nie sprawdziłem) to nie zachwiało by to ich poglądami.

Ja bardzo nie lubie misjonarzy. Czy to Jechowów, czy Jezuitów, czy misjonarzy pod apostołem Boga-Nie-Ma. Moi buddyści mnie najbardziej ujęli tym że oni w ogóle mnie nagabywali. Przychodze, słucham, medytuje. Przyszedłem tam sam, pod wpływem impulsu i zostałem.