O ateiźmie dalej

Tutaj dochodzimy do silnego sporu! Ateiści nie uznają prostego empirycznego faktu: ludzie potrzebują religii — dowodem jest to że każda kultura ma jakąś religię, jakiś kult. Oczywiście są ludzie którzy jej nie potrzebują, w każdej cesze są gaussowskie ogony.

Oczywiście, ateiści potrafią to pojąć. A przynajmniej, potrafią zrozumieć tą potrzebę, a nawet zaproponować rozsądne, bazujące na teorii ewolucji wyjaśnienia powszechności postaw religijnych.

Używamy słowa rozumieć w dwóch pojęciach. Dla mnie w tym kontekście słowo rozumieć znaczy: ‚rozumiem i akceptuje że ludzie tak mają i potrzebują, mnie to może mniej dotyczy ale niech dotyczy innych’. U Ciebie brakuje tej akceptacji, religijność ludzi to taki nieprzyjemny fakt i najlepiej byłoby to wyrugować.

Tak samo ateiści nie czają że są ludzie którzy wyjdą lepiej nie będąc ateistami.

To też wątpliwe. Możliwe, że wielu ateistów tak ma. Możliwe, ze wielu uważa wręcz przeciwnie. Myślę jednak, iż duża grupa (nazwijmy ich „nowymi ateistami”) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu, który może i powstał naturalnie a nawet był kiedyś przydatny, lecz dzisiaj jet zupełnie zbędny. A „potrzeba religii” to raczej produkt socjalizacji przesyconej religijnymi wartościami, która wmawia ludziom religię jako źródło znaczenia i sensu w życiu.

Czyli mi zaprzeczasz czy się ze mną zgadzasz? Zaczynasz od ‚To też wątpliwe’ a potem piszesz ‚Myślę jednak, iż duża grupa (…) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu’ co potwierdza moją tezę że ‚nie czają że sporo osób lepiej czuje się z religią niż bez’.

Ale rozwinę moją myśl. Po pierwsze jeśli chodzi o moją socjalizację (i socjalizację 90% buddystów w Zachodnim świecie) to raczej myśmy nie byli poprzez wychowanie nakierowani na buddyzm. . . Ja osobiście miałem bardzo sceptyczny stosunek do religii, do tego stopnia że toczyłem przez cztery lata boje z moją wychowawczynią — mocherowym beretem o niechodzenie na zajęcia z religii. Więc nic mi nie wpojono. Do buddyzmu nikt mnie nie nagabywał. Do medytacji też mnie nie zmuszają 🙂

Nie określiłbym też mojej (świeżo nabytej) religijności jako coś zbędnego w moim życiu i mam wrażenie że jednak mnie to bardzo rozwija. Przy czym mówi to inżynier Fizyki Technicznej.

Z arguemtami historycznymi zasadniczo jest ten problem, że one działają w obie strony. Jeśli mam z pamięci wyliczyć reżimy z założenia ateistyczne, to też widzę całkiem sporo przykładów, w których robiły one całkiem sporo bezsensownych rzeczy. Wszystkie te marksistowsko–leninowskie pomioty. . . szkoda gadać!

Tak naprawdę, to stalinizm i inne wersje komunizmu jest jedynym rodzajem totalitaryzmu o oficjalnie ateistycznym charakterze. Okrutną ironią (okrutną dla zwolenników religijnego podejścia) jest quasi-religijny charakter tych totalitaryzmów, w których „Najwyżsi Przywódcy” prawie zawsze otoczeni są kultem podobnym (tożsamym?) z kultem przywódców religijnych.

Tylko że to zdanie dowodzi mojej tezy o tym że religia jest niezbywalną potrzebą większości ludzi. Po wyrugowaniu dotychczasowych religii z danego kraju powstała pustka która (ponieważ natura nie lubi próżni) zostałą wypełniona kultem Wodza. Po wykończeniu poprzednich religii nie powstało idealne ateistyczne państwo. . . a coś gorszego niż ta, dla Ciebie zła, religia.

Znów! Kwestia niepotrzebnej walki. W nauce cudowne jest to że nie ma znaczenia czy się w nią wierzy czy nie! Ona działa i tak! Wchodzenie w dyskusje to jest zachęcanie eksremistyczne frakcje do jeszcze silniejszych ataków na naukę.

To osobliwe traktowanie nauki jako wstępu do budowania samochodów i bomb – szerzej, źródła technologii wyłącznie. nauka to jednak także (powiedziałbym nawet, że przede wszystkim) wartość i wytwór kultury. Rodzaj działalności duchowej, która ma istotne znaczenia dla rozwoju i istnienia w świecie ludzi jako podmiotów doświadczenia. W momencie gdy degradujemy ją do zbioru informacji o tym jak zbudować pralkę robimy coś co porównać można do sprowadzenia całej literatury do harlekinów lub całej muzyki do disco polo.

A czym innym jest nauka, jeśli nie ‚zbiorem informacji jak zbudować pralkę’? Czy jest w niej coś głębszego? Może sen życia, może cel? Ja nie widzę. Jak potrafisz to wskaż. . . aczkolwiek myślę że gdyby coś takiego było to chyba bym się przez 5 lat studiowania Fizyki natknął.

Nauka sama nic nie mówi o Bogu, Oświeceniu, czy czymkolwiek innym i żadne jej twierdzenia owych twierdzeń nie obalą.

Bo ja współczesny ateizm widzę właśnie jako taką para-religię, na zasadzie: ‚zróbmy religię z tego że Boga nie ma’. A aktywnych ateistów traktuje właśnie jak misjonarzy jakiejś paranaukowej religii. Jestem absolutnie przekonany że gdyby Lama przyszedł na spotkanie Racjonalistów po czym naocznie wykazał im pustość formy wychodząc przez ścianę (zakładając że potrafi, jeszcze go tak nie sprawdziłem) to nie zachwiało by to ich poglądami.

Ja bardzo nie lubie misjonarzy. Czy to Jechowów, czy Jezuitów, czy misjonarzy pod apostołem Boga-Nie-Ma. Moi buddyści mnie najbardziej ujęli tym że oni w ogóle mnie nagabywali. Przychodze, słucham, medytuje. Przyszedłem tam sam, pod wpływem impulsu i zostałem.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “O ateiźmie dalej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s