Melancholi, Melancholia!

Kogóż to z nas tonący nie wiózł wrak,
Któż z nas zaprzeczyć może – że ułomny?
Kogóż nie łudził oślepiony ptak?
Kogóż w bezludzie nie wiódł pies bezdomny?

A przecież wciąż przyciąga strefa ogrodzona
I ogrodzona – nie bez celu – trzeba wierzyć.
To nie my w Zonie – To nam odebrana Zona
Nam ją niepewnym, ale własnym krokiem mierzyć
Póki nadziei gorycz wreszcie nie pokona.

Dlatego – mimo druty, wieże i strażnice
Tam chcemy dotrzeć, gdzie nam dotrzeć zabroniono.
Bezużyteczne, śmieszne posiąść tajemnice
Byleby jeszcze raz gorączką tęsknot płonąć
Nim podmuch jakiś strzepnie chwiejne potylice.

Droga okrężna może być – i oszukańcza,
Może nasz wiedzie szalbierz chciwy paru groszy,
Lecz lepsze to, niż śmierć na wapniejących szańcach
U progu granic niewidzialnych i aproszy,
Gdzie ziewa żołnierz – tak podobny do skazańca.

Po zatopionych dawno droga to – dolinach;
Pod płytką wodą – nieczytelne czasu grypsy:
Szlak po ikonach, rękopisach, karabinach
Nad którym wiosło kreśli plusk Apokalipsy;
Nie po nas płacz – i nie po przodkach – płacz po synach.

Więc prawda, którą znaleźć nam – to pusty pokój
Gdzie nagle dzwonią wyłączone telefony?
Serdeczna krew snująca w martwym się potoku,
Bezsilny gniew na obojętność Nieboskłonu
I magia słów, co chronić ma od złych uroków?

Więc prawda, którą znaleźć nam – to stół z kamienia,
Z którego przedmiot modłów spadł – nietknięty dłonią?
W stukocie kół transportu – Aria Beethovena?
Bezdenna toń – a nad bezdenną tonią
Twarz własna – co przegląda się w przestrzeniach?

Z tonących – komu los nie zesłał tratw?
Z ułomnych – zdrowia nie przywrócił – komu?
Gdy oślepiony ptak odnalazł ślad
I pies bezdomny siadł – na progu domu…

Kaczmarski — Stalker

Na podstawie powieści Strugackich: „Piknik na Skraju Drogi”

Dodam jeszcze cytat z powieści:

Napijesz się
Dziękuję, nie piję.
Mo to zapal — mówię.
Przepraszam pana, ale nie palę również.
Niech Cię diabli — mówię  — Więc po co ci w takim razie pieniądze?

Reklamy

Jednak ciągle śnię się pięknym kobietom!

Moja znajoma zwierzyła mi się że się jej przyśniłem ostatnio, sen ów przytoczę bo metaforyka niewąska tam odchodzi.

Miałam wziąć ślub (…), ale w wieczór kawalerski/panieński (który był jakby zmiksowany) cały czas zastanawiałam się czy faktycznie warto wychodzić za tego gościa, bo chociaż go bardzo kochałam to był trochę despotyczny i miał nastoletnią córkę i dziwną byłą żonę (…)

No i kiedy w sumie podjęłam decyzję, że jednak ślub jest złym pomysłem, to siedziałam między Tobą i moim przyszłym mężem. Obok przyszłego siedziała jego córka i zawsze kiedy chciałam powiedzieć, że chcę odwołać ślub, to mi wchodziła w zdanie. Ty się wówczas zaczynałeś ironicznie śmiać i weszliśmy w dyskusję nad kształtem szklanek, a ja z każdym słowem byłam bardziej pewna, że ten ślub to pomyłka. Ale nie powiedziałam nic, bo zadzwonił budzik

I to jest naprawdę bardzo w moim stylu. Widzę męczącą się kobietę w trudnej sytuacji i zamiast niczym przybyć na białym koniu, wybucham ironicznym śmiechem. A potem zmieniam temat na tak abstrakcyjny że tylko ja się bawię.

Zajebiście nie nadaję się na księcia w lśniącej zbroi na białym koniu! Z drugiej strony zawsze jak zabijałem smoka to zawsze się okazywało że nie tego, albo że to ulubiony smok księżnej pani, czy coś w tym stylu!

Dobrze wiedzieć

– Żyjemy w takich czasach, że praca raz jest, a raz jej nie ma. Państwo powinno być jak poduszka: jak cię zwolnią, to lądujesz miękko, a nie, że robią z ciebie wrak, a potem wysyłają na terapię – podsumowuje tamten okres. – Tutaj, w Irlandii, też mam znajomych bez pracy. Tyle że oni żyją normalnie, jak ludzie. Że niby z moich podatków? Przynajmniej widzę, na co one idą.

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75480,11028074,Polak_w_Irlandii__Kocham_cie__bezrobocie.html?as=5&startsz=x#ixzz1lB9AVvnM