„Her” czyli nowy test turinga

Oglądałem dziś z rodziną film Spike Jonze „Her” (po polsku „Ona”). Będą jakieś spojlery, ale raczej takie jak w każdej innej recenzji.

Opowiada on historię romansu głównego bohatera z jego inteligentnym systemem operacyjnym. Dla mnie cała historia była oczywistą oczywistością, czymś co będę miał szansę zobaczyć na żywo (no o ile polityka nie wpędzi nas w głęboką technologiczną recesję), i w ogóle o czym tu gadać (co więcej — bardzo podobne historie — czytane od drugiej strony czytałem już lata temu). Dla Hani natomiast ewentualne uczucia komputera do człowieka mogą być „sztuczne”, czy „symulowane”.

Nie chciałbym tutaj wchodzić w kwestię istnienia duszy (ewentualnie istniejąca dusza może być jedyną fundamentalną różnicą między mózgiem białkowym a krzemowym). Ale chciałbym spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

Samantha (główna bohaterka „Her”) w sposób oczywisty przechodzi test Turinga, choć test Turinga w sposób oczywisty jest niewystarczający. Dla mnie dużo istotniejszym testem jest test (powiedzmy: pani-ze-spożywczaka), tj. zalicza go maszyna, która spełnia taki wymóg:

  • W ciągu miesiąca jest w stanie samodzielnie wytworzyć wartość dodaną wartości minimalnej krajowej.

Hanna twierdziła, że Samantha jest w jakiś sposób sztuczna, czy nierzeczywista, podczas gdy praca przez nią wykonywana, była jak najbardziej prawdziwa i namacalna. Ile dałbym za system, który (jak Samantha) przejrzy, przefiltruje i posortuje mi pocztę (ale posortuje ja dla mojej wygody, a nie w kontekście sortowanie mnie dla reklamodawców).

Żaden komputer nie jest w stanie przejść testu pani-ze-spożywczaka, ponieważ nie są w stanie pracować same (jeszcze). Z drugiej strony, w wielu zawodach nie da już się pracować bez komputerów.

Moja praca programisty była by kilkukrotnie mniej wydajna bez specjalistycznego oprogramowania, kilkadziesiąt razy mniej wydajna bez internetu i wyszukiwarki (które same w sobie są niesamowitym cudem inżynierii). Mój Tata oświetla studia wirtualne, więc po awarii oprogramowania tam, w zasadzie nie miałby po co jechać do pracy.

Moja (zawodowa) relacja z komputem już jest bardziej partnerska — bez niego nie mogę pracować. Póki co więcej inteligencji ciągle jest po mojej stronie klawiatury, ale podejrzewam że to też kwestia czasu. W „Her” partnerska relacja ze sztuczną inteligencją ma po prostu inny wymiar. Dla mnie jest po prostu oczywiste, że za parę lat coś takiego się zdarzy, gdzieś komuś (mnie pewnie nie — no chyba, że Hanna wreszcie stwierdzi, że zostawiłem o jedną skarpetkę pod biurkiem za dużo, i wróci od Oleśnicy, wtedy niczego nie wykluczam).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s