Cezary Gmyz kontratakuje, czyli kto jest obywatelem

Cezary Gmyz, dziennikarz który zasłynął już publikacją o trotylu w Tupolewie, jakby nie dość miał już kompromitacji w niedawnym wywiadzie telewizyjnym:

Doszliśmy do takiego absurdu że bardziej się chroni prawa łapówkarzy a nie obywateli.

Ja bym tylko zauważył, że łapówkarz też jest obywatelem, złodziej i morderca też. Nie powinno się więc przeciwstawiać tych dwóch grup ludzi, ponieważ jedna zawiera drugą.

W kwestii zawieszania praw (człowieka, obywatela) osobom oskarżonym i skazanym, już się wypowiedziałem.

PS. Polityczne poniedziałki na tym blogu sponsoruje radio TOK FM oraz długie dojazdy do świerku.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Cezary Gmyz kontratakuje, czyli kto jest obywatelem

  1. O jakiej kompromitacji mowa? To oprócz Tu-154M 101, w którym były ślady materiałów wybuchowych, badany był inny Tupolew, w którym takich śladów nie było, a red. Gmyz twierdzi, że były.

    • jb pisze:

      Kompromitacją jest bardzo niski poziom merytoryczny publikacji. Przykładowo: w poważnych czasopismach nie powinno pisać się że „Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę.” bo skala skali nie równa i ogólnie zdanie to jest zupełnie nie weryfikowalne. Mówi się: „Znaleziono 500 cząstek na milion”, ewentualnie dla laika wyjaśniając: „Jest to taka ilość która ble ble ble ble”.

      • To ten, który skonstruował urządzenie i przewidział w nim określoną skalę, też nie wywiązał się dobrze z zadania?

  2. jb pisze:

    O losie. To że urządzenie ma określony zakres czułości nie do końca jest w jakiś sposób źle zaprojektowane. Znów: fakt że skończyła się skala na jakimś urządzeniu bez podania:

    * Nazwy urządzenia
    * Metody pomiarowej
    * Wyników urządzenia

    nie mówi dokładnie nic. I jest odwalaniem fuszerki dziennikarskiej.

  3. paparon pisze:

    Skoro autorowi posta naprawdę tak trudno zrozumieć wypowiedź Cezarego Gmyza, polecam lekturę: http://pl.wiktionary.org/wiki/skr%C3%B3t_my%C5%9Blowy

    Natomiast jeśli chodzi o kwestię urządzenia pomiarowego. Jeśli przy pewnym pomiarze stosujemy pewne urządzenie pomiarowe w którym zastosowano pewną skalę pomiaru, zaś wynik pomiaru wyczerpuje daną skalę danego urządzenia, mamy wówczas do czynienia z jedną z następujących sytuacji:
    a) zastosowano niewłaściwe urządzenie pomiarowe, ergo ktoś nie wywiązał się odpowiednio z zadania przygotowania pomiaru. Pomiaru dokonujemy w danym kontekście i do tego kontekstu należy wybrać odpowiednie urządzenie. Innym termometrem będziemy badać temperaturę naszego ciała, a innym temperaturę powierzchni Marsa.
    b) zastosowano złą skalę, ergo ktoś nie wywiązał się z zadania konstrukcji urządzenia. Ewentualnie ktoś inny dopuścił do zastosowania urządzenia o złej skali, ergo nie wywiązał się z zadania przygotowania pomiaru.
    c) zastosowano do danego pomiaru właściwe urządzenie pomiarowe, lecz mierzona wartość była znacząco większa od spodziewanej. Na przykład badamy ilość pozostałości trotylu zużytego do wywołania pewnej eksplozji. Ponieważ eksplozja była naszym zdaniem wynikiem samozapłonu, oczekujemy że urządzenie wskaże zero. Okazuje się jednak, że komuś onegdaj przyszło do głowy nafaszerować ów obiekt trotylem, a następnie wysadzić go w powietrze. Wówczas najprawdopodobniej skala urządzenia pomiarowego zostanie wyczerpana.

    Osobiście przypuszczam, iż opcja c jest najbardziej prawdopodobna.

    • jb pisze:

      Skrót myślowy to sobie może stosować red. Gmyz na swoim blogasku, a nie w porządnym czasopiśmie w publikacji dowodzącej że na urzędującego prezydenta dokonano skutecznego zamachu, taka publikacja powinna być tak udokumentowana, żeby zamknąć usta wszystkim krytykom.

      Co do urządzenia to jesteś w jednym grubym błędzie: możliwa jest opcja d:

      d) Możliwe, że nie istnieją urządzenia które pozwalają wykrywać materiały wybuchowe, są przenośne i badają próbkę w ciągu raczej minut niż tygodni. Przenośne urządzenia pozwalają co najwyżej wykonywać badania przesiewowe, które raczej wykrywają próbki w których na pewno nie ma śladów materiałów wybuchowych (wtedy nie dają żadnego sygnału). Niektórzy blogerzy sugerowali (znów: fakt że tego nie wiemy jest kompromitacją autora artykułu), że były to urządzenia działające na zasadzie: http://en.wikipedia.org/wiki/Ion-mobility_spectrometry, które mierzą jakiś stosunek masy jonu oraz jego mobilności — więc mają notoryczne problemy z odróżnieniem podobnych cząstek (np. gliceryny i nitrogliceryny). Służą raczej one do dowodzenia że czegoś na pewno nie ma — (np. linia farmaceutyczna na pewno nie jest zanieczyszczona, pasażer na pewno nie ma materiałów wybuchowych) niż że materiały wybuchowe jakiegoś rodzaju są.

      • paparon pisze:

        Cezary Gmyz zastosował skrót myślowy podczas wypowiedzi w programie telewizyjnym, do którego sam umieściłeś link. W oczywisty sposób chodziło mu o podział na łapówkarzy i tych obywateli, którzy łapówkarzami nie są – czytaj: na nieuczciwych i uczciwych. Wskazuje na to kontekst omawianej sytuacji. Może po prostu nie znasz tej sytuacji lub nie zrozumiałeś kontekstu? Tak czy inaczej, Twoja błyskotliwa refleksja o zawieraniu się grup – choć jak najbardziej poprawna z logicznego punktu widzenia – tutaj pasuje jak przysłowiowa pięść do przysłowiowego nosa. Lub, aby ująć problem inaczej, trafiłeś co nieco kulą w płot.
        Natomiast odnośnie urządzenia i pomiaru. Taaak, słyszałem wyjaśnienie że urządzenie wskazało obecność pasty do butów, a nie trotylu. Wydaje mi się to nawet bardzo prawdopodobne. Przecież to oczywiste, że jeśli za grube pieniądze konstruujemy wykrywacz trotylu (lub ustrojstwo, które nam pokaże że trotylu nie ma) to nie weźmiemy pod uwagę faktu, że może ono (urządzenie, znaczy się) pomylić trotyl z pastą do butów. To przecież drobny szczegół, tak mało ludzi w dzisiejszych czasach pastuje buty, że można potraktować ich jako margines, prawda?
        Człowieku, zastanów się. Cezary Gmyz jest dziennikarzem śledczym – jego zadaniem jest wskazać pewien problem, który dogłębnie zbadać powinna prokuratura. Nie należy do jego zadań szczegółowy, techniczny opis danego problemu – jak najbardziej wystarczy opis na tyle dokładny, aby był zrozumiały dla czytelnika. Sprawą obecności trotylu powinna się zająć komisja powołana do zbadania omawianej katastrofy. Ta sama komisja, która nie była w stanie zmierzyć wysokości pancernej brzozy. Ta sama komisja, która fenomen utraty kawałka skrzydła przez samolot tłumaczy słowami „jak walnęło, to się urwało”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s