Świadkowie Jechowy II

W niedziele też spotkaliśmy (innego niż ostatnio) Świadka Jechowy.  Tym razem podczas spaceru z psem. Rozmowa wyglądała zgoła inaczej:

Świadek Jechowy: Gazetkę?
Hanna (nie znając natury daru): Weźmiemy
Hanna (po zerknięciu na tytuł wydawnictwa): A nie dziękujemy, sami ateiści.
ŚJ: A co zrobicie kiedy przyjdzie Pan?
JB: Przecież nie przyjdzie.  . .

Rozmowa jakoś się nie kleiła, ale cóż. Może większy wpływ miało to że nasz pies nie polubił ŚJ.

Reklamy

Świadkowie Nauki!

Odwiedziły nas dwie panie (chyba świadkinie jechowy, ale tak daleko nasza rozmowa nie zaszła, żebym miał potwierdzenie).

Świadkinie Jechowy (ŚJ): W tym okresie ludzie życzą sobie „wszystkiego najlepszego” lub „dużo szczęścia”. Czy uważa Pan, że kiedy ktoś Panu życzy tak, to ma wpływ na spełnienie tych życzeń?
JB: W sumie to w tym domu ludzie są całkiem szczęśliwi.
ŚJ: To bardzo dobrze słyszeć, Polacy całkiem rzadko to przyznają. A kiedy życzy Pan komuś coś takiego, to czy ma Pan wpływ na spełnienie życzeń?
JB: Najczęściej nie.
ŚJ: A czy jest ktoś kto ma taki wpływ?
JB: Raczej nie.
ŚJ: A czy Bóg nie ma wpływu?
JB: Widzi Pani, ja całkiem w Boga nie wierzę.

Czytaj dalej

O ateiźmie dalej

Tutaj dochodzimy do silnego sporu! Ateiści nie uznają prostego empirycznego faktu: ludzie potrzebują religii — dowodem jest to że każda kultura ma jakąś religię, jakiś kult. Oczywiście są ludzie którzy jej nie potrzebują, w każdej cesze są gaussowskie ogony.

Oczywiście, ateiści potrafią to pojąć. A przynajmniej, potrafią zrozumieć tą potrzebę, a nawet zaproponować rozsądne, bazujące na teorii ewolucji wyjaśnienia powszechności postaw religijnych.

Używamy słowa rozumieć w dwóch pojęciach. Dla mnie w tym kontekście słowo rozumieć znaczy: ‚rozumiem i akceptuje że ludzie tak mają i potrzebują, mnie to może mniej dotyczy ale niech dotyczy innych’. U Ciebie brakuje tej akceptacji, religijność ludzi to taki nieprzyjemny fakt i najlepiej byłoby to wyrugować.

Tak samo ateiści nie czają że są ludzie którzy wyjdą lepiej nie będąc ateistami.

To też wątpliwe. Możliwe, że wielu ateistów tak ma. Możliwe, ze wielu uważa wręcz przeciwnie. Myślę jednak, iż duża grupa (nazwijmy ich „nowymi ateistami”) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu, który może i powstał naturalnie a nawet był kiedyś przydatny, lecz dzisiaj jet zupełnie zbędny. A „potrzeba religii” to raczej produkt socjalizacji przesyconej religijnymi wartościami, która wmawia ludziom religię jako źródło znaczenia i sensu w życiu.

Czyli mi zaprzeczasz czy się ze mną zgadzasz? Zaczynasz od ‚To też wątpliwe’ a potem piszesz ‚Myślę jednak, iż duża grupa (…) uważa po prostu religie za produkt umysłowego atawizmu’ co potwierdza moją tezę że ‚nie czają że sporo osób lepiej czuje się z religią niż bez’.

Ale rozwinę moją myśl. Po pierwsze jeśli chodzi o moją socjalizację (i socjalizację 90% buddystów w Zachodnim świecie) to raczej myśmy nie byli poprzez wychowanie nakierowani na buddyzm. . . Ja osobiście miałem bardzo sceptyczny stosunek do religii, do tego stopnia że toczyłem przez cztery lata boje z moją wychowawczynią — mocherowym beretem o niechodzenie na zajęcia z religii. Więc nic mi nie wpojono. Do buddyzmu nikt mnie nie nagabywał. Do medytacji też mnie nie zmuszają 🙂

Nie określiłbym też mojej (świeżo nabytej) religijności jako coś zbędnego w moim życiu i mam wrażenie że jednak mnie to bardzo rozwija. Przy czym mówi to inżynier Fizyki Technicznej.

Z arguemtami historycznymi zasadniczo jest ten problem, że one działają w obie strony. Jeśli mam z pamięci wyliczyć reżimy z założenia ateistyczne, to też widzę całkiem sporo przykładów, w których robiły one całkiem sporo bezsensownych rzeczy. Wszystkie te marksistowsko–leninowskie pomioty. . . szkoda gadać!

Tak naprawdę, to stalinizm i inne wersje komunizmu jest jedynym rodzajem totalitaryzmu o oficjalnie ateistycznym charakterze. Okrutną ironią (okrutną dla zwolenników religijnego podejścia) jest quasi-religijny charakter tych totalitaryzmów, w których „Najwyżsi Przywódcy” prawie zawsze otoczeni są kultem podobnym (tożsamym?) z kultem przywódców religijnych.

Tylko że to zdanie dowodzi mojej tezy o tym że religia jest niezbywalną potrzebą większości ludzi. Po wyrugowaniu dotychczasowych religii z danego kraju powstała pustka która (ponieważ natura nie lubi próżni) zostałą wypełniona kultem Wodza. Po wykończeniu poprzednich religii nie powstało idealne ateistyczne państwo. . . a coś gorszego niż ta, dla Ciebie zła, religia.

Znów! Kwestia niepotrzebnej walki. W nauce cudowne jest to że nie ma znaczenia czy się w nią wierzy czy nie! Ona działa i tak! Wchodzenie w dyskusje to jest zachęcanie eksremistyczne frakcje do jeszcze silniejszych ataków na naukę.

To osobliwe traktowanie nauki jako wstępu do budowania samochodów i bomb – szerzej, źródła technologii wyłącznie. nauka to jednak także (powiedziałbym nawet, że przede wszystkim) wartość i wytwór kultury. Rodzaj działalności duchowej, która ma istotne znaczenia dla rozwoju i istnienia w świecie ludzi jako podmiotów doświadczenia. W momencie gdy degradujemy ją do zbioru informacji o tym jak zbudować pralkę robimy coś co porównać można do sprowadzenia całej literatury do harlekinów lub całej muzyki do disco polo.

A czym innym jest nauka, jeśli nie ‚zbiorem informacji jak zbudować pralkę’? Czy jest w niej coś głębszego? Może sen życia, może cel? Ja nie widzę. Jak potrafisz to wskaż. . . aczkolwiek myślę że gdyby coś takiego było to chyba bym się przez 5 lat studiowania Fizyki natknął.

Nauka sama nic nie mówi o Bogu, Oświeceniu, czy czymkolwiek innym i żadne jej twierdzenia owych twierdzeń nie obalą.

Bo ja współczesny ateizm widzę właśnie jako taką para-religię, na zasadzie: ‚zróbmy religię z tego że Boga nie ma’. A aktywnych ateistów traktuje właśnie jak misjonarzy jakiejś paranaukowej religii. Jestem absolutnie przekonany że gdyby Lama przyszedł na spotkanie Racjonalistów po czym naocznie wykazał im pustość formy wychodząc przez ścianę (zakładając że potrafi, jeszcze go tak nie sprawdziłem) to nie zachwiało by to ich poglądami.

Ja bardzo nie lubie misjonarzy. Czy to Jechowów, czy Jezuitów, czy misjonarzy pod apostołem Boga-Nie-Ma. Moi buddyści mnie najbardziej ujęli tym że oni w ogóle mnie nagabywali. Przychodze, słucham, medytuje. Przyszedłem tam sam, pod wpływem impulsu i zostałem.

Inna droga cz III z udziałem ZZL :)

Odpowiedź na posta ZZL.

ZZL ładnie pisze więc polecam przeczytać do do czego się odnoszę ;), szczególnie że cytuje go raczej mniej niż bardziej.

Scharakteryzowałbym to tak: ateizm nie może być teistyczny, co z samej jego nazwy wynika, ale z samego ateizmu nijak nie wynika, że musi być areligijny. Ateistyczny, czyli nie uznający nadprzyrodzonych bytów występujących w mniej lub bardziej spersonifikowanych postaciach; ważne żeby były to określone byty o właściwości wpływania na świat naturalny, przy czym niekoniecznie podejmujące takie działania (a więc deizm również jest odrzucony). Nie widzę np. żadnej sprzeczności w jednoczesnym identyfikowaniu się jako ateista i buddysta Zen (który chyba w najwyraźniejszy sposób
jest nieteistyczny; nie mam zaś takiej pewności w przypadku pozostałych odłamów).

Z tym pozytywnym materializmem jest z poziomu techniczno filozoficznego problem. Stare powiedzenie na ten temat brzmi:

Co istnieje? Wszystko!

Istnieje wszystko, istnieje cały świat.

O tyle o ile powiedzenie ‚istnieje tylko materia’ załatwiało problem do początków 20 wieku… o tyle teraz jest coraz gorzej. Świat jest na tyle uprządkowany że nie ma w nim miejsca na Boga tylko gdy rozważamy go na poziomie atomów. W mikroświecie zaczyna się koszmar współczesnego racjonalistycznego ateisty. O tyle o ile ewentualne bóstwo nie mogło (w ramach 19 i 20 wiecznej nauki) ingerować w świat bez łamania jego zasad, teraz ma do tego miliard doskonałych możliwości.

Nie możesz powiedzieć ‚istnieje to co uznaje nauka’ bo nauka nie jest taka pewna siebie jak dawniej. Fizycy wysokich energii naprawdę mają problemy z tym co się dzieje w ich doświadczeniach.

Trudno powiedzieć: ‚istnieje tylko to co naturalne’. Wszystko jest naturalne (nie ma w świecie nic co naruszałoby jego zasady — niejako z definicji; nawet w Katolicyźmie: Bóg — i cuda — są zasadą świata). Zresztą czym jest natura? Ja jako taoista (filozoficznie), nie bardzo radze sobie z rozróżnieniami na naturalne i nadnaturalne. Czy bóstwo pojmowane jako element natury mieści się w Twoim racjonaliźmie? Czy mieści się w nim nieskończenie wiele mądrych, chcących dobrze buddów, którzy funkcjonują jako integralny element świata.

Dalej twierdzę że bardzo trudno jest pozytywnie zcharakteryzować ateizm.

Ale cóż to znaczy: być sobą? Czy nie można tego dookreślić? Ja np. powiem o sobie “jestem ateistą” i w pełni się zgodzę na opinię, że mówi to o mnie niewiele. Jeśli dodam do tego, że staram się być sceptykiem i podchodzić do życia w sposób racjonalny, a do tego jestem przekonany o słuszności monizmu materialistycznego, to takie określenie powie o mnie dość dużo. Jeśli dodam do tego jakie mam poglądy polityczne, czy skrzywiony na prawo, czy na lewo jestem, czy egalitarystą, czy cenię sobie elitaryzm, to pozwoli mojemu rozmówcy dowiedzieć się o mnie więcej, niż mówi każda z tych rzeczy osobno.

Może po prostu tak: Ateizm jest zaskakująco niewiele wnoszącą deskrypcją.

…oooOOOooo…

Myślę, że nie jest to problem rzeczywiście istotny, wiąże się raczej z pominięciem kontekstu w jakim słowo [ateizm] występuje, a dodatkowo zbyt dużego przywiązywania do poglądu, wg którego należy niekorzystnym zjawiskom przeciwstawiać alternatywę, zamiast im się otwarcie i zdecydowanie przeciwstawiać. Z tego wynika oczywiście, że sam nie jestem zwolennikiem podobnego poglądu (jeśli usuwam pasożyty, to nie umieszczam niczego zamiast nich, bo i po co?).

Tutaj dochodzimy do silnego sporu! Ateiści nie uznają prostego empirycznego faktu: ludzie potrzebują religii — dowodem jest to że każda kultura ma jakąś religię, jakiś kult. Oczywiście są ludzie którzy jej nie potrzebują, w każdej cesze są gaussowskie ogony.

Kościół nie są w stanie pojąć ze ktoś może lepiej życiowo wyjść nie będąc katolikiem. Tak samo ateiści nie czają że są ludzie którzy wyjdą lepiej nie będąc ateistami.

Dlatego mnie tak wkręcił buddyzm — mój lama napisał coś w stylu: „No tak czasem są uczniowie którzy mają wybitnie katolickie umysły. . . to ich wysyłam do znajomych sensownych księży, czasem są hinduiści, a czasem tacy którzy mają umysły należące do innej szkoły buddyjskiej , wysyłam ich wtedy tam i jako buddysta wtedy najbardziej się raduję”. Nikt mnie tam do niczego nie zmusza 🙂

Kościół mi mówi że aborcja jest zła, ateiści że religia jest zła. A najostrzejszym słowem jakie usłyszałem w ośrodku są: „zdecydowanie odradzane” i „zrobić coś bardzo dużego i bardzo bezsensownego”.

…oooOOOooo…

Wspomniany przez Jb artykuł faktycznie nie jest najlepszy, ale kto mnie zna, ten wie, że na racjonalistę psioczę już od dawna, za przepuszczanie tekstów o nikłej wartości poznawczej czy merytorycznej (jeśli kto ciekawy, to niech poprzegląda spór między zwolennikami teorii gender/queer a socjobiologii – koszmarna, a miejscami pokazująca zupełną nieznajomość tematu przez autorów).

Okej! Dla mnie jest o tyle znaczący że napisał go profesor filozofii (otoczony wiankiem fanów!) z Instytutu Filozofii UW, więc raczej jest wyższa niż niższa półka.

…oooOOOooo…

Nie wierzę też w sensowność walki (jako takiej). Walka jest zawsze matrnotrawstwem energii.

Chciałbym, żeby to działało. Niestety, podejrzewam, że gdybym miał takie poglądy, to nie pisałbym na tym blogu (w najgorszym przypadku), nie miałbym komórki i nie wychodziłbym po zmroku z mieszkania. Pewnie musiałbym też kupić kolejny, nowy portfel i znowu zamówić nowe dokumenty. Ile energii kosztowałyby mnie urzędy!

Nie nie wyznaje filozofii owieczki (kto mnie zna ten wie)! Metaforycznie: po prostu kiedy ktoś wyjeżdża na pole w zbroi z kopią potykać się ze mną, zastaje mnie na polu zaspanego w samych bokserkach… widząc taki obrazek nie wie co zrobić i jedze walczyć z godniejszym przeciwnikiem. A ja nie musze potykać się z byle idiotą!

Tu działa trochę zasada: „Nie ma znaczenia co o mnie piszesz, ważne żebyś nie przekręcił nazwiska”. Dziś w GW był artykuł o tym że Rada Episkopatu uznała że ludzie popierajcy in vitro nie mogą przystąpić do Komunii, w wyniku czego dziś Warszawskiej Niecce metra stał palant z wielkim napisem: „GW napisała o tym że (…) GW zachęca ludzi do grzechu (…) i tak dalej”. Robi się szum wokół Kościoła. . . kościół przez takie działania jest stawiany w centrum debaty publicznej.

W konflikcie Kościół — racjonaliści (wpisz poprawną nazwę) obie strony dążą do zderzenia. Nawet jeśli (jak pisałeś) kościół nie umie rozmawiać, to nie znaczy że trzeba z nim wchodzić w debatę. Nie trzeba wyjeżdżać na pole. Czasem (często!) starczy przemknąć się chyłkiem po krzakach i dojść do celu.

Ja nie wierze w bronienie innych. . .

O, to nie jest kwestia wiary – ja sam doświadczyłem skutków działań ludzi, których nawet nie znałem, a którzy mnie obronili przed pewnymi niekorzystnymi zjawiskami. Wdzięczny jestem tym wszystkim aktywistom gejowskim, lesbijskim i in., którzy narażali się dla lepszego życia reszty “odmieńców”. Dzięki ich działaniom mogłem się ujawnić bez większych stresów, ba! W ogóle mogłem pomyśleć o ujawnieniu się. Jako osoba związana z naukami ścisłymi raczej nie mógłbym liczyć na wyrozumiałość ze strony środowiska 30-40 lat temu. To rozumiem pod pojęciem bronienia innych i wiem, że ma miejsce, ale też że przynosi efekty. Takich jak ja jest dużo więcej – niektórzy wciąż żyją w strachu, a póki największe religie będą legitymizowały prześladowania, to niestety nie mogę stać w miejscu.

To może weźmy przykad związków partnerskich. Tutaj zaznaczam że się nie znam, debatę publiczną śledzę jednym okiem, więc łaskawie spójrz na moje argumenty. W zasadzie nie chodzi mi o ten konkretny przykład ale o nastawienie do niego.

Wydaje mi się że wprowadzenie w Polsce czegoś co się nazywa ‚związki partnerskie’ czy przekute w nawet ‚gejowskie małżeństwa’, jest absolutnie niewykonalne i zgadzam się z tym że wynika to z (niedobrego!) ingerowania Kościoła w sfery pozareligijne. Co więcej chciałbym żeby było to wykonalne! Natomiast gdyby przyjąć do wiadomości fakt że Kościół jest silnym graczem, to może łatwiej byłoby wprowadzić tylnymi drzwiami elementy tego rozwiązania.

Na przykład lobbować za rozwiązaniem że każdy może podpisać druczek który mówi: Ta a ta osoba może decytować o moim leczeniu i odwiedzać mnie w szpitalu. Ja się od tym podpisze oboma ręcami — mogę sobie wyobrazić sytuację w której ktoś uznaje że jego rodzina nie powinna podejmować tych decyzji (na przykład ma rodziców świadków Jechowy, a sam uciekł z kultu i chce mieć pewność ze dostanie transfuzję krwi). W takiej formule ta zasada pewnie by przeszła bez jakichś wielkich problemów.

Walcząc z Kościołem zaczynasz dążyć do konfrontacji i możesz nie zauważyć rozwiązań nie prowadzących do konfliktu.

…oooOOOooo…

Wracając do religii: nie mieści się ona w światopoglądzie racjonalisty, a przy tym w większości przypadków powoduje ona zjawiska niekorzystne.

Z arguemtami historycznymi zasadniczo jest ten problem, że one działają w obie strony. Jeśli mam z pamięci wyliczyć reżimy z założenia ateistyczne, to też widzę całkiem sporo przykładów, w których robiły one całkiem sporo bezsensownych rzeczy. Wszystkie te marksistowsko–leninowskie pomioty. . . szkoda gadać!

To jest nie tyle problem religii co instytucji. Mam wrażenie że instytuje powyżej pewnego progu (wielkości pomnożonej przez ścisłość łańcucha dowodzenia) zaczynają działać w sposób bezsensowny. To nie chodzi o to że religia jest zła, ale że Kościół jest za duży i zbyt zchierarhizowany. Jest tak duży że jego władze nie mają juz kontaktu ze światem pozakościelnym (ale dotyczy to też innych instytucji: kasta polityczna, korporacje. . .).

…oooOOOooo…

Druga sprawa, czyli przeciwstawianie się większości największych religii osiągnięciom naukowym, co dla racjonalisty może być policzkiem, nie dziwi więc, że reagują, bo nikt nie lubi być traktowany jak dziecko, z góry i z podejrzeniem poważnej dysfunkcji postrzegania świata.

Znów! Kwestia niepotrzebnej walki. W nauce cudowne jest to że nie ma znaczenia czy się w nią wierzy czy nie! Ona działa i tak! Wchodzenie w dyskusje to jest zachęcanie eksremistyczne frakcje do jeszcze silniejszych ataków na naukę.

A nic tak nie gasi zapału jak ignorowanie zaczepek.

…oooOOOooo…

Mam też znajomego który od zawsze ma statusy na Jabberze w stylu: “FSM — my god has bigger balls”. Strata czasu i energii tego bardzo wartościowego człowieka.

Tego bardzo wartościowego człowieka z poczuciem humoru! Nie widzę w tym nic złego (pod warunkiem, że nie traktuje on Potwora Spaghetti jako rzeczywiste bóstwo). Nawet się uśmiechnąłem. 😉

Ech dobra zły przykład wybrałem. Znaczy dobry — ale nieczytelny. Ten sam gość na każdej kłócił się z dwoma dziewczynami ortokato (bardzo je lubie) na temat ‚religia jest be’. Padały tam takie hasła jak: ‚oni tam gwałcą chłopców’ z odzewem ‚bo wolna wola!’. Taka dyskusja jest bezsensowna! Nikt nikogo nie przekona. Z innej strony wiem że z tymi dziewczynami da się  racjonalnie pogadać o religii starczy tylko nie atakować od pierwszej minuty.

A o sprawie z księżami mogę powiedzieć co najwyżej: nie chodzi o to że Katolicyzm jest zły, ale raczej o to że celibat jest średnim pomysłem. . . choć nie dziwię się że nie chcą się z niego wycofać, to by było strasznie głupie powiedzieć sobie: ‚nie bzykaliśmy się przez ostatnie 600 lat bez poważnego powodu’.

…oooOOOooo…

PS.

IMHO UKL jest trudna w odbiorze bo jest bardzo wschodnia. Po przeczytaniu Ziemiomorza, serii ‚Świata Roccanona i ‚Lewej ręki ciemności’, jej tłumaczenie Tao Te Cing czytałem już jako zbiór truizmów. Wszystko było we wcześniejszych książkach. Tak samo z buddyzmem, poniekąd.

UKL jest dobrą wstępną szkołą do filozofii/religii wschodu, ale kilku moich znajomych o bardzo katolickich umysłach jednak nie jest w stanie tego przeskoczyć.

Inna droga cz. II

Jest to bezpiośrednia odpowiedź na komentarz zoltazelaznalasica, który to jest tutaj cytowany w całości:

Nie wiem czemu, ale ateizm pojmuje się religijnie, a przeca to bzdurne jest strasznie.
Nie wierzysz w boga, Boga, bogow (lub zenskie ich odpowiedniki) i wykluczasz mozliwosc ich istnienia? To jestes ateista. Uwazasz, ze wspomniane terminy sa puste znaczenioykułwo lub nie sadzisz by istnienie lub nieistnienie boga/bogow bylo mozliwe do udowodnienia? Tos agnostyk.
I to jest rownie religijne, co hobbistycznym jest nie-zbieranie znaczkow pocztowych, jak ktos ladnie to kiedys ujal.

Bohdan Chwedeńczuk napisał o tym artykuł. Próbował w nim scharakteryzować pozytywnie ateistę i moim zdaniem poległ potwornie — bo ja jego charakterystykę wypełniam w 100%, a uznaje się za buddystę. W tym sensie mówienie o ateiźmie jako o poglądzie oderwanym od religii i religijności jest trudne.

Ogólnie można powiedzieć tak: lepiej jest byś sobą niż ateistą, buddystą, czy katolikiem. A bycie ‚ateistą’ jest szczególnie trudne bo ateizm jest niedookreślony pozytywnie (nie istnieje w oderwaniu od religii, samoistnie).

Inna sprawa to antyklerykalizm czy, szerzej, antyreligijnosc. Imo troche smiesznie brzmi mowienie w Polsce, aby olac KRK i znalezc wlasna droge. A coz to za nie-wlasna droga?

W RP Kosciol jest czyms, czego ignorowac nie sposob – zbyt duzy ma wplyw na zycie. I nie tylko o swieta chodzi, ale o codziennosc. Jak np. zwiazki osob nieheteroseksualnych, jak kwestia aborcji, jak kwestia rownouprawnienia, jak zaplodnienie met. in vitro, jak wydumana obraza uczuc religijnych, jak domyslna religia w szkole, jak problemy z tabletkami “po” czy brakiem edukacji seksualnej i co najmniej kilkonastoma innymi motywami/zjawiskami. To sa rzeczy, ktorych ignorowac nie mozna, bo Kosciol jest zwyczajnie w pozycji ofensywnej. A nie broniac sie pozwalam albo na robienie krzywdy sobie, albo innym, ktorzy nie potrafiliby sie sami obronic.

Ja nie wierze w bronienie innych. . . Mogę  obronić swoje potencjalne dzieci i wyrobić w nich zdrowe podejście do seksualności i tabletek i in vitro. Tabletki po jak ostatnio sprawdzałem to były do kupienia, fakt że ciężko dostępne(!) . . . (inna sprawa że ostatnio przyjąłem pogląd mojego Lamy który jest raczej przeciw). Staram się otaczać ludźmi którzy mają podobne zdanie do mnie, wiem że nie będę z orto Katoliczką (nie tylko dlatego że w pewnym momencie ja będę chciał już a ona ‚po ślubie’), więc poglądy kościoła mają mały wpływ na moje życie.

Fakt jestem facetem (i kawalerem) więc część z tych problemów mnie dotyczy w dużo mniejszym stopniu. Nie zgwałcą mnie i nie będę z tego powodu chciał przeprowadzać na sobie aborcji. Więc mi łatwiej nie pluć na Kościół.

Z drugiej strony ciagłe atakowanie kościoła powoduje że Kościół się zamyka jeszcze bardziej. Lokalnie mogę szczerze rozmawiać z moimi ortokatolickimi przyjaciółkami tylko dlatego że akceptuje je i ich poglądy.Dialog zakłada jakieś minimum akceptacji drugiej strony dyskusji, nie mówię że Kościół przejawia (w swej masie) to minimum, ale może jak ateisci zaczną być bardziej akceptujący to będzie lepiej?

Owszem, ksiazka i cytat le Guin b. madre, ale kwestia odniesienia ich do rzeczywistosci jest juz dyskusyjna – trzeba pamietac, ze pisala w okolicznosciach skrajnie odmiennych od polskich realiow, a w swoich ksiazkach odnosila sie czesto do aktualnych zjawisk, jak kolejna fala feminizmu czy wojna amerykanska w Wietnamie.

Miło znaleźć innego fana! 🙂 bo mało ich jest!

Jak bronic sie przed agresja? Ulegajac oprawcy czy udajac, ze go nie ma? Skoro aktywna walka z nim jest pozostawaniem na tej samej drodze, a zgadzamy sie, ze trzeba z nim zerwac…

Nie wierzę też w sensowność walki (jako takiej). Walka jest zawsze matrnotrawstwem energii. Po prostu trzeba robić swoje i nie martwić się o to że ktoś może przeciwdziałać.

Na przykład to co robi racjonalista.pl jest marnowaniem energii i czasu skądinąd bardzo inteligentnych ludzi. Oni walczą nie tylko z głupimi wpływami Kościoła na politykę i sferę społeczną (co mogę zrozumieć), ale z religią jako taką (tutaj masz mojego posta na ten temat).  Oni są tam źli na Boga, źli na religię. Bzdury jakie oni wypisują o buddyzmie (nawet tym mojej szkoły) są niepomierne!

Mam też znajomego który od zawsze ma statusy na Jabberze w stylu: „FSM — my god has bigger balls”. Strata czasu i energii tego bardzo wartościowego człowieka.

Jeszcze jedna sprawa – wazne jest zeby zauwazyc, ze odwrocenie sie od Kosciola jest pierwszym krokiem, jesli go nie zrobisz, to jak mozesz szukac wlasnej drogi?

Odwrócenie się to tak na prawdę alegoria ‚negowania poglądów’, a tu chodzi o to żeby budować swoje poglądy. O to mi chodziło i tak rozumiem Cytat UKL 🙂

Slowem wyjasnienia: odnosze sie do realiow obecnej Polski, a nie bedace KRK zwiazki wyznaniowe sa raczej marginesem i inne formulowanie komenta spowodowaloby, ze bylby jeszcze mniej wyrazisty.

Pozdr!

Pzdr! 🙂