Tak w ramach motywacji

Ponieważ okazuje się że połowa moich znajomych jest na studiach doktoranckich, coś na motywację.

W czasie kiedy się obijaliśmy, ktoś gdzieś zrobił film ruchu gwiazd wokół supermasywnej czanej dziury w centrum innej galaktyki:

Czytaj dalej

Reklamy

Świadkowie Nauki!

Odwiedziły nas dwie panie (chyba świadkinie jechowy, ale tak daleko nasza rozmowa nie zaszła, żebym miał potwierdzenie).

Świadkinie Jechowy (ŚJ): W tym okresie ludzie życzą sobie „wszystkiego najlepszego” lub „dużo szczęścia”. Czy uważa Pan, że kiedy ktoś Panu życzy tak, to ma wpływ na spełnienie tych życzeń?
JB: W sumie to w tym domu ludzie są całkiem szczęśliwi.
ŚJ: To bardzo dobrze słyszeć, Polacy całkiem rzadko to przyznają. A kiedy życzy Pan komuś coś takiego, to czy ma Pan wpływ na spełnienie życzeń?
JB: Najczęściej nie.
ŚJ: A czy jest ktoś kto ma taki wpływ?
JB: Raczej nie.
ŚJ: A czy Bóg nie ma wpływu?
JB: Widzi Pani, ja całkiem w Boga nie wierzę.

Czytaj dalej

Jak to być „polskim młodym naukowcem”

Panuje jakiś taki pogląd że polscy naukowcy są jakoś dramatycznie biedni, nauka jest niedoinwestowana, i w ogóle to marnacja piędzy jest. Z mojej perspektywy (na pewno niereprezentatywnej) wygląda to inaczej.

Podstawowe stypenium doktoranckie na pewno nie pozwala na utrzymanie się w Warszawie, ale stypdentum naukowe pozwala już próbować. Ale uwaga: nie znam doktoranta który żyłby z samego stypendium — zresztą nie czarujmy się, na Fizyce ilość obowiązków których wykonywanie pozwala na uzyskanie stypendium swobodnie pozwala na posiadanie innego źródła utrzymania. Część pracuje, reszta siedzi w grantach. Ja poza wydziałem mam dwa granty ‚na boku’ a planujemy odpalić trzeci. Prawdopodobnie więc zarabiam podobne pieniądze co doktoranci z zachodu.

Fakt że dałbym dużo za możliwość poświęcenia się pracy naukowej (tj. gdyby dawali mi tyle pieniędzy co teraz ale nie musiał bym robić rzeczy z grantów). Wtedy ten doktorat zrobiłbym w dwa lata. A tak cztery przy dobrych wiatrach (czytaj: po półtora roku nic nie jest ruszone!).

Z innej strony prawdopodobnie w firmie zarabiałbym lepiej, i pracował mniej. Aczkolwiek praca naukowa ma wiele przewag nad siedzeniem w biurze (na każdy z tych punktów ktoś narzekał):

  • O ósmej to ja mogę wstać, najwcześniej jak jestem w ‚pracy’ to 10.30.
  • Generalnie kiedy piszę mejla do „szefa” (prodziekana) dostaje odpowiedź. Generalnie jeśli umawiam się na coś z szefem to umowa zostanie wypełniona.
  • Generalnie to co robie ma sens.
  • Większość kodu piszę w pythonie albo ogólniej: pracuję w technologiach które lubie i rozumiem.
  • To co robie nie powoduje moralnego niesmaku (inaczej niż w np. w Facebooku)
  • Rozwijam się dużo szybciej niż kiedykolwiej się rozwijałem (rozwijałbym się w firmie)

Podsumowując: Doktorat na uczelni technicznej może być sensownym krokiem w rozwoju kariery.

Drugie studia a Sprawa Polska

Szczerze powiem że rząd Tuska ma przejebane, centralnie — jak nie tnie to dostaje po dupie że za mało cięć, jak tnie to ludzie się wkurzają się ze dostają mniej. . .

Jeśli chodzi o drugie studia to się zgadzam z Rządem, z tym że ja bym i pierwsze studia uciął.

Taki student równoległy wchodzi na rynek pracy mając pod 30, na emeryturę przechodzi w okolicach 65 lat i żyje 70. Czyli facet pracuje przez 35 lat i przez 30 lat jest w ten czy inny sposób na nie swoim utrzymaniu (co ważne: przez ten czas Państwo do niego dopłaca kilkastet/parę tyś złoty miesuęcznie). Z kobietami jeszcze gorzej — dla kobiet ten stosunek wynosi 40/30.

Jak polska gospodarka ma konkurować z jakąkolwiek inną gospodarką jeśli musi utrzymywać ludzi którzy przez większą część swego życia państwo kosztują?

Dlatego jestem zwolennikiem nie tylko cięcia studiów równoległych, ale też w ogóle cięcia studiów — Polska potrzebuje studiów elitarnych, a nie powszechnych dających niewiele więcej niż papierek (ale o tym innym razem).

Jestem też wielkim wrogiem stypendiów socjalnych i studenkich przywilejów (od opłaconego ZUSu po zniżki na pociągi). Uważam że takie rozwiązania powodują fenomen studentów widm — ludzi którzy studiują dla tych przywilejów i tylko dlatego że rok zaliczyć (albo i nie zaliczyć, ale go powtarzać) łatwo. Bo takie widmo kosztuje Polskę kosztuje, pal licho jeśli ktoś olewa ćwiczenia na jakiejś Filozofii, ale na Fizyce czasem mamy laboratoria czasem dla tych laboratoriów dla grupy czterech studentów uruchamiają medyczny akcelerator i to cholera jest różnica czy Polibuda płaci za pięć grup czy za sześć. A co zrobić z biednymi studentami którzy chcą się uczyć — kosztem stypendiów socjalnych podbudował bym stypendia naukowe, tak żeby te 400zł dostawała połowa studentów na roku, a ci najlepsi mogli się ze stypendium w Warszawie utrzymać.

Z drugiej strony dla Nauki polskiej mogą przydawać się ludzie którzy mają wiedzę z kilku dziedzin (przy czym studia równoległe są tylko jedną z metod uzyskiwania takiej wiedzy) i polska elita przyszłych naukowców powinna mieć taką możliwość, ale znów — elita naukowa generalnie jest w stanie dostać stypendium więc na drugie studia szanse ma.

Przy czym zaznaczam że posta tego pisze były student równoległy.

Zenfizyka

Na naszym wydziale postawiono na najnowsze metody nauczania. Jeden z prowadzących postawił na naukę koanami ZEN.

Mistrz: Czemu korpus reaktora jądrowego można spawać wzdłuż obwodu, natomiast spawy poprzeczne są zakazane?
Uczniowie: [patrzą na Mistrza z uwielbieniem, czekając na dalszą część wykładu]
Mistrz: A czemu parówka w wodzie zawsze pęka wzdłuż a nie wszerz.