Jak to być „polskim młodym naukowcem”

Panuje jakiś taki pogląd że polscy naukowcy są jakoś dramatycznie biedni, nauka jest niedoinwestowana, i w ogóle to marnacja piędzy jest. Z mojej perspektywy (na pewno niereprezentatywnej) wygląda to inaczej.

Podstawowe stypenium doktoranckie na pewno nie pozwala na utrzymanie się w Warszawie, ale stypdentum naukowe pozwala już próbować. Ale uwaga: nie znam doktoranta który żyłby z samego stypendium — zresztą nie czarujmy się, na Fizyce ilość obowiązków których wykonywanie pozwala na uzyskanie stypendium swobodnie pozwala na posiadanie innego źródła utrzymania. Część pracuje, reszta siedzi w grantach. Ja poza wydziałem mam dwa granty ‚na boku’ a planujemy odpalić trzeci. Prawdopodobnie więc zarabiam podobne pieniądze co doktoranci z zachodu.

Fakt że dałbym dużo za możliwość poświęcenia się pracy naukowej (tj. gdyby dawali mi tyle pieniędzy co teraz ale nie musiał bym robić rzeczy z grantów). Wtedy ten doktorat zrobiłbym w dwa lata. A tak cztery przy dobrych wiatrach (czytaj: po półtora roku nic nie jest ruszone!).

Z innej strony prawdopodobnie w firmie zarabiałbym lepiej, i pracował mniej. Aczkolwiek praca naukowa ma wiele przewag nad siedzeniem w biurze (na każdy z tych punktów ktoś narzekał):

  • O ósmej to ja mogę wstać, najwcześniej jak jestem w ‚pracy’ to 10.30.
  • Generalnie kiedy piszę mejla do „szefa” (prodziekana) dostaje odpowiedź. Generalnie jeśli umawiam się na coś z szefem to umowa zostanie wypełniona.
  • Generalnie to co robie ma sens.
  • Większość kodu piszę w pythonie albo ogólniej: pracuję w technologiach które lubie i rozumiem.
  • To co robie nie powoduje moralnego niesmaku (inaczej niż w np. w Facebooku)
  • Rozwijam się dużo szybciej niż kiedykolwiej się rozwijałem (rozwijałbym się w firmie)

Podsumowując: Doktorat na uczelni technicznej może być sensownym krokiem w rozwoju kariery.

Reklamy

RE: Partia jako hack na systemie

Post ciekawy: http://rys.io/pl/78, jednak z mojej (całkiem pobieżnej) znajomości realiów politycznych w Polsce wynika że:

A) Partie w PL programów nie miewają. Przed ostatnim wyborami zabrałem na strony PO, RPP i paru innych graczy; programów tam nie uświadczyłem. W każdym razie nie było tam dokumentów które miałyby więcej niż kilka stron i oprócz ‚będzie lepiej’ zawierały argumentację. Chlubnym wyjątkiem jest tutaj Korwin Mikke, które bogaty program reform posiada (nie to że mają one sens)

B) Jak partie polityczne program nawet jakiś w czasie wyborów głoszą, to z realizacją jest różnie. Między innymi brak dokumentów (niezgodność z którymi można wypomnieć) powoduje że deklaracji sobie, a ustawodawstwo sobie. Zauważmy jak PO z partii zasadniczo liberalnej stała się takim nie wiadomo czym.

C) Póki fałszywa dychotomia PO – PiS nie zostanie przełamana w Polskiej polityce nie będzie się działo nic. Bo PO będzie unikało kontrowersji i liczyło że wygra ‚bo nie jesteśmy PiS’.

Choć szczerze powiem. że akurat Ryśkowe projekty mogą być zrealizowane, bo Kościół akurat nie ma na razie żywotnych interesów w prawach autorskich (dopóki nie okaże się że pisma JPII nie wychodzą z copyrightu).

Protest przeciwko

Ostatnimi czasy nie wiele rzeczy jest mnie wyprowadzić z równowagi, jedną z nielicznych rzeczy, które jednak są, są rozliczne protesty przeciwko. Na przykład ostatnio przeciwko Euro. Bo w zasadzie co miałaby zrobić Władza żeby żądania owych protestujących zaspokoić? Przecież nie Euro odwołać (odkładając na bok wątpliwości co do wykonalności takiego manewru). Jeśli chcieli np. budowy żłobków – w domyśle za ta kasę co stadiony budowali – to czemu hasłem protestu było ‚anty euro’, a nie ‚pro żłobek’?

Tak samo cudowne są protesty ‚przeciw bezrobociu’, bo w sumie co władza ma z tym bezrobociem zrobić? Protest za odblokowaniem funduszu na ję aktywizację bezrobotnych ma sens. I prawdopodobnie miałby efekt. Trochę szkoda że w Polsce związki zawodowe stać tylko na ‚protest przeciwko bezrobociu’, czy blokowanie Sejmu z okazji ustawy emerytalnej.

Tusk nie wróżka, nie domyśli się czego od niego protestujący chcą, unless you tell him.

Oczywiście protesty za nie podpisywaniem jakiejs międzynarodowej umowy mają sens (o ile odbywają się przed jej podpisaniem – jak protest przeciwko ACTA) tutaj messydż jest jasny :-).

Drugie studia a Sprawa Polska

Szczerze powiem że rząd Tuska ma przejebane, centralnie — jak nie tnie to dostaje po dupie że za mało cięć, jak tnie to ludzie się wkurzają się ze dostają mniej. . .

Jeśli chodzi o drugie studia to się zgadzam z Rządem, z tym że ja bym i pierwsze studia uciął.

Taki student równoległy wchodzi na rynek pracy mając pod 30, na emeryturę przechodzi w okolicach 65 lat i żyje 70. Czyli facet pracuje przez 35 lat i przez 30 lat jest w ten czy inny sposób na nie swoim utrzymaniu (co ważne: przez ten czas Państwo do niego dopłaca kilkastet/parę tyś złoty miesuęcznie). Z kobietami jeszcze gorzej — dla kobiet ten stosunek wynosi 40/30.

Jak polska gospodarka ma konkurować z jakąkolwiek inną gospodarką jeśli musi utrzymywać ludzi którzy przez większą część swego życia państwo kosztują?

Dlatego jestem zwolennikiem nie tylko cięcia studiów równoległych, ale też w ogóle cięcia studiów — Polska potrzebuje studiów elitarnych, a nie powszechnych dających niewiele więcej niż papierek (ale o tym innym razem).

Jestem też wielkim wrogiem stypendiów socjalnych i studenkich przywilejów (od opłaconego ZUSu po zniżki na pociągi). Uważam że takie rozwiązania powodują fenomen studentów widm — ludzi którzy studiują dla tych przywilejów i tylko dlatego że rok zaliczyć (albo i nie zaliczyć, ale go powtarzać) łatwo. Bo takie widmo kosztuje Polskę kosztuje, pal licho jeśli ktoś olewa ćwiczenia na jakiejś Filozofii, ale na Fizyce czasem mamy laboratoria czasem dla tych laboratoriów dla grupy czterech studentów uruchamiają medyczny akcelerator i to cholera jest różnica czy Polibuda płaci za pięć grup czy za sześć. A co zrobić z biednymi studentami którzy chcą się uczyć — kosztem stypendiów socjalnych podbudował bym stypendia naukowe, tak żeby te 400zł dostawała połowa studentów na roku, a ci najlepsi mogli się ze stypendium w Warszawie utrzymać.

Z drugiej strony dla Nauki polskiej mogą przydawać się ludzie którzy mają wiedzę z kilku dziedzin (przy czym studia równoległe są tylko jedną z metod uzyskiwania takiej wiedzy) i polska elita przyszłych naukowców powinna mieć taką możliwość, ale znów — elita naukowa generalnie jest w stanie dostać stypendium więc na drugie studia szanse ma.

Przy czym zaznaczam że posta tego pisze były student równoległy.

Dopalacze a prawa obywatelskie

Nie wiem dlaczego nikt nie krzyczy na ten temat?

Premier proponuje ustawę w której (disklejmer: ustawy nie czytałem bo jej chyba jeszcze nie ma, możliwe też że nie do końca zrozumiałem premiera (mówiąc szczerze mam nadzieję że źle go zrozumiałem))

  • Inspektor sanitarny wchodzi do sklepu
  • W przypadku ‚uzasadnionych podejrzeń’ rekwiruje cały towar.
  • Rekwiruje go na 18 miesięcy.
  • Nakłada grzywnę od 20 tyś do miliona złotych.
  • Na koszt właściciela sklepu przeprowadza badania towaru pod kątem zawartości środków ‚zastępczych do narkotyków’
  • Jeśli badania nic nie wykryją to zwraca kasę towar i mówi: ‚przepraszam’.

Tylko jaka firma wytrzyma milion złotych grzywny i konfiskatę towaru na półtora roku? W całej procedurze Premier nie powiedział nic o postępowaniu sądowym.

Pod pozorem ochrony praw intelektualnych w próbuje się cenzurować internet. Australia cenzuruje internet by ‚chronić przed dziecięcą pornografią’. Nasz premier proponuje radykalnie(!) ograniczyć swobody obywatelskie pod pretekstem walki z dopalaczami. . .

Tusk niniejszym dostaje u mnie dużą żółtą kartkę. Tylko czy mam głosować na Paliszaleńca? Do zakładania własnej partii jeszcze się nie palę. . .

W sprawie z dopalaczami prawdziwym problemem jest niewydolność polskiego sądownictwa. Zgodziłbym się na całą procedurę, gdyby był tam punkt: ‚Sędzia ocenia zasadność podejrzeń i ustala wysokość kary’, acha i grzywnę nakładałbym raczej po udowodnieniu winy. Byłoby to możliwe gdyby tylko polskie sądy były w stanie działać szybko.

Może niech raczej Pan Premier zacznie kombinować jak by tu zrobić żeby sądy działały lepiej. . .

O polityce

Tata: Powinni zrobić przepis zabraniający urzędnikom unijnym wprowadzanie bezsensownych przepisów.
Ja: Gdyby dało się to skodyfikować to od lat byłyby w prawie dwa przepisy: 1. Zabrania się robić rzeczy bezsensownych. 2. Nakazuje się robić rzeczy sensowne.